logo archiwum

Autor Czytelnik
Tytuł Listy
Data wydania 1999.04.08
Dział gazeta/Publicystyka, Opinie


Listy

"Complex Andrzeja Pawelca"

Artykuł Leszka Kraskowskiego "Complex Andrzeja Pawelca" (13 -- 14 III) traktuję jako tekst w ysoce jednostronny, napisany na życzenie Ryszarda Szylhabela. Ale tak jak nie zamierzałem za pośrednictwem dziennika dyskutować z Ryszardem Szylhabelem, tak nie mam ochoty czynić tego z autorem tekstu. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że to Ryszard Szylhabel był szefem firmy "Complex" i to od niego Urząd Kontroli Skarbowej domaga się 7, 5 miliona złotych.

Dlaczego więc ja stałem się bohaterem tekstu? Dlaczego w tytule użyto mojego nazwiska? Dlaczego umieszczono moje zdjęcie? Dlaczego sugeruje się, że ciężarówki "rdzewiejące w Chociszewie" to mój kłopot, skoro należą one do Ryszarda Szylhabela, bo nie zapłacił za nie ubezpieczeń i opłat drogowych? Dlaczego po lekturze artykułu czytelnik może odnieść wrażenie, że to ja jestem dłużnikiem skarbu państwa? Ano dlatego, że cały tekst został napisany pod dyktando Ryszarda Szylhabela.

Pewne, że w stu procentach prawdziwe na temat mojej osoby jest w artykule Leszka Kraskowskiego jedno zdanie. Powiedziałem, że jeśli "Rzeczpospolita" dalej będzie łączyła mnie ze sprawami, które obciążają konto Ryszarda Szylhabela, to spotkam się z gazetą w sądzie. I słowa dotrzymam. I to sąd, a nie Leszek Kraskowski rozstrzygnie, czy artykuł, w którym wymienia się, bez choćby pobieżnego sprawdzenia, fantazje Ryszarda Szylhabela, jest właściwą formą wypowiedzi dziennikarskiej.

Poza tym nie rozumiem, dlaczego miałbym tłumaczyć się za nie swoje grzechy. Przecież otrzymałem z sądu w Berlinie nakaz zapłaty zasądzonej od Ryszarda Szylhabela na moją rzecz kwoty 693 tysięcy DEM, a w wyniku odwołania przez Ryszarda Szylhabela od tego postanowienia toczy się aktualnie wsądzie w Berlinie dalsze postępowanie. Podaję sygnaturę sprawy: AZ-13038/ 98.

Przypominam, że dziennikarz piszący tekst o udziałowcach Widzew Łódź, który ukazał się przed rokiem w "Rzeczpospolitej", nie uznał za stosowne porozmawiać ze mną. Dla mnie był to przejaw złej woli i złamanie etyki dziennikarskiej. Dlatego, gdy po roku "Rzeczpospolita" chciała, abym skomentował mój spór z Ryszardem Szylhabelem, stanowczo odmówiłem. Nie zamierzam bowiem dyskutować z Ryszardem Szylhabelem. I to na pewno nie za pośrednictwem gazet. Gdy ukazał się artykuł o udziałowcach Widzewa, po rozmowie z naczelnym redaktorem "Rzeczpospolitej" postanowiłem nie pozywać gazety do sądu. Pozwałem natomiast Ryszarda Szylhabela, który we wspomnianym tekście naruszył moje dobra osobiste. Poinformowałem o tym redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej", prosząc go o niepublikowanie na łamach gazety informacji o mnie i Ryszardzie Szylhabelu do czasu rozstrzygnięcia toczącej się w sądzie sprawy o naruszenie dóbr osobistych. Żądanie to podtrzymuję.

Po lekturze tekstu Leszka Kraskowskiego odnoszę wrażenie, że gdyby Ryszard Szylhabel powiedział, że mam dwie głowy i cztery ręce, to dziennikarz przyjąłby to za pewnik. Wszak napisał na przykład, że "8 stycznia 1991 roku Andrzej Pawelec w tajemnicy przed wspólnikami zarejestrował firmę: PPH CIN CIN". Pragnę przypomnieć, że w Polsce firm nie rejestruje się w tajemnicy, tylko regulują to odpowiednie przepisy. Zapewne nie bez znaczenia jest też fakt, że taka firma nigdy nie powstała.

Andrzej Pawelec

O d autora:

Podtrzymuję to, co napisałem.

Leszek Kraskowski

Sytuacja chorych na hemofilię

Zaopatrzenie chorych w koncentraty czynników krzepnięcia krwi było zawsze niedostateczne. Gdy w krajach Europy Zachodniej wskaźnik zużycia czynnika VIII od wielu lat wynosi 2 -- 4 j. / mieszkańca/ rok, to w Polsce osiąga z ledwością 1 j. / mieszkańca/ rok, a w niektórych regionach kraju tylko 0, 5 -- 0, 8. Skutkuje to ogromnym cierpieniem chorych, bardzo częstą i długotrwałą absencją w szkołach, w pracy, postępującym procesem degeneracji narządów ruchu, a co za tym idzie -- postępującym kalectwem na całe życie i przechodzeniem w młodym wieku na renty inwalidzkie. Chorzy na hemofilię tworzą bardzo cierpliwą społeczność.

Czekaliśmy na lepsze czasy, rozumiejąc biedę panującą w kraju i trudności związane ze zdobywaniem bardzo drogich preparatów krzepnięcia, jak również trudności w rozkręceniu programu samowystarczalności zaopatrzenia w preparaty krwiopochodne. Czekaliśmy na reformę służby zdrowia z nadzieją, że choć trochę poprawi naszą dolę. W listopadzie 1998 roku delegacja naszego stowarzyszenia spotkała się w Ministerstwie Zdrowia i Opieki Społecznej z panią Anną Knysok, pełnomocnikiem rządu ds. wprowadzania reformy służby zdrowia. W ponadgodzinnej rozmowie pani pełnomocnik zapewniła nas o dobrej woli rządu i ministerstwa iszczerej chęci pomocy chorym na hemofilię. Zapewniała nas, że na zakup wszystkich koncentratów krzepnięcia przewidziano w budżecie 20 mln złotych na rok (w roku ubiegłym 2 mln) . Na frakcjonowanie polskiego osocza w Szwajcarii miało być przeznaczone 58 mln zł na rok. Pytaliśmy kilkakrotnie, czy aby pani pełnomocnik nie pomyliła liczby zer. Gdy zaprzeczyła, odeszliśmy usatysfakcjonowani i pełni nadziei.

Minęły miesiące -- długie, bo bez preparatów krzepnięcia. I oto dowiadujemy się, że dopiero niedawno obudzono się w ministerstwie i ogłoszono przetarg na preparaty krzepnięcia.

Minie jeszcze parę długich miesięcy, zanim będą dostępne dla chorych. A ci: chorują, krwawią, dostają wylewów dostawowych, krwotoków wewnętrznych i. .. umierają!

zarząd koła terenowego we wrocławiu polskiego stowarzyszenia chorych na hemofilię:

Zenon Andrusyn, lek. med. Zdzisław Grzelak,

Leon Kaczmarek, Joanna Kalinowska,

Tadeusz Krasoń,

Józef Puchała,

Piotr Sołtys

Listy prosimy nadsyłać pod adresem: 02-015 Warszawa, pl. Starynkiewicza 7

fax 628-05-88, 628-29-52; email:

listy @ rzeczpospolita. pl