logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski Mirosław Żukowski
Tytuł Pieniądze bez przetargu
Podtytuł PROBLEMY PZPN
Data wydania 1999.07.23
Dział gazeta/Gazeta


PROBLEMY PZPN

Pieniądze bez przetargu

Przed meczem z Anglią * Oskarżony działacz * Widzew odżyje

Dziś w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej odbędzie się spotkanie stron biorących udział w organizacji i finansowaniu meczu eliminacyjnego piłkarskich mistrzostw Europy Polska - Anglia, który ma się odbyć w Warszawie 8 września. Koszt renowacji stadionu Legii określa się na ok. 600 tysięcy złotych. 400 tys. zł ma pochodzić ze środków publicznych.

Organizatorem meczu jest PZPN, a podwykonawcą klub Legia Daewoo Warszawa. Inaczej mówiąc, PZPN podpisze z Legią umowę i zapłaci jej za przygotowanie obiektu do gry. Związek nie będzie jednak płacić klubowi za renowację stadionu, tylko jest inicjatorem akcji mającej na celu znalezienie pieniędzy m. in. na zainstalowanie dodatkowych krzesełek. Dziś na stadion Legii może wejść 12 tysięcy osób. Mecz z Anglią ma obejrzeć 18 tysięcy.

W spotkaniu w siedzibie związku mają uczestniczyć: prezes Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki Jacek Dębski, wiceprezydent Warszawy Wojciech Kozak, prezes Sportowej Spółki Akcyjnej Legia Daewoo Warszawa Marek Pietruszka oraz przedstawiciel należącej do Tadeusza Diakonowicza firmy, która ma wykonać prace na stadionie. Diakonowicz jest byłym sędzią piłkarskim, obecnie pełni funkcję prezesa zarządu Wydziału Sędziowskiego PZPN. Jego firma, o nazwie Perfekt Sport, ma siedzibę w budynku klubowym Legii i ustawiała foteliki, które obecnie są zainstalowane na stadionie.

Nie wiadomo dokładnie, jaki ma być koszt renowacji stadionu. Mówi się o kwocie 600 tysięcy złotych, ale tylko dlatego, że prezes Dębski wyraził gotowość pokrycia części kosztów. UKFiT ma dać 200 tysięcy złotych pod warunkiem, że całkowity koszt nie przekroczy 600 tysięcy zł. "Przed trybuną krytą trzeba postawić stalowe trybuny, by na nich zamontować krzesełka. Ponieważ czas nagli, będą to robiły dwie firmy ślusarskie - mówi <<Rz>> Diakonowicz. "-- Moja firma dostarczy i zamontuje krzesełka, również na łukach stadionu. Jestem przedstawicielem włoskiej firmy Veneli, która modernizowała włoskie stadiony przed mistrzostwami świata w 1990 roku. Koszt jednego siedziska produkcji włoskiej, łącznie z montażem i śrubami, to ok. 78 złotych. Moja prowizja wynosi 5 -- 6 złotych od sztuki. Dlaczego akurat moja firma ma to robić? Ponieważ to ja instalowałem krzesełka, które już są na Legii. Chodzi więc chyba o to, żeby krzesełka, które zostaną zainstalowane, były takie same jak te, które już są, żeby całość jakoś wyglądała. Ten, kto zaczął, powinien skończyć" -- mówi Diakonowicz. Stadionowi Legii przed meczem z Anglią przybędzie prawdopodobnie 6 tysięcy siedzisk, więc prowizja Diakonowicza wyniosłaby ok. 36 tys. złotych.

"W zeszłym tygodniu zebrała się Rada ds. Inwestycji, w której zasiadają przedstawiciele UKFiT, posłowie i senatorowie -- mówi <<Rz>> Paweł Krzykowski, rzecznik prasowy UKFiT. -- Rada wyraziła zgodę na dotację w wysokości 200 tysięcy złotych. Podczas jutrzejszego spotkania wyjaśni się, jak przekazać te pieniądze, by działać zgodnie z przepisami. "

Ustawa o zamówieniach publicznych mówi jasno, że przy wydatkowaniu środków publicznych powyżej 30 tys. euro (około 120 000 zł) musi być przeprowadzony przetarg nieograniczony na wykonanie robót. Ale przeprowadzenie przetargu trwa długo. Firma, która by go wygrała, na pewno nie zdąży zakończyć prac przed meczem Polska -- Anglia. "Musimy się trzymać litery ustawy. Termin meczu z Anglią jest znany od kilkunastu miesięcy. To nie moja wina, że Warszawie przyznano prawo organizacji dopiero tydzień temu i nie ma czasu, by urządzać przetarg nieograniczony -- mówi Mirosław Kochalski, dyrektor Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) . -- Żadnego wniosku w sprawie stadionu Legii dotąd nie otrzymaliśmy. Jeśli jakiś podmiot zwróci się do UZP z wnioskiem o odstąpienie od trybu zamówień publicznych, to się nim zajmiemy. Prezes Urzędu ma prawo wydać taką decyzję i zgodzić się na zamówienie z wolnej ręki [wtedy prace wykonuje wskazana firma], ale wszystko zależy od tego, kto wystąpi z takim wnioskiem i jakie przesłanki przedstawi, żeby ten tryb zmienić. Aby zająć jakiekolwiek stanowisko, musimy mieć wniosek. Nie ma czegoś takiego, że firma, która kontynuuje jakieś prace, może otrzymać środki publiczne bez przeprowadzenia przetargu nieograniczonego. Za każdym razem, gdy wydatkowane są pieniądze publiczne powyżej określonej kwoty, musi być przetarg, chyba że prezes UZP zdecyduje inaczej. "

200 tysięcy złotych ma też przekazać na renowację stadionu Urząd Miasta. Prezydent Warszawy Paweł Piskorski zgodził się wydać taką kwotę, gdy usłyszał argument, że stadion stanie się bezpieczniejszy. Pozostałą część pieniędzy ma zapłacić Legia Daewoo. Odezwały się głosy, że klub stawia warunek -- chce w zamian otrzymać prawo dzierżawy terenu przy ul. Łazienkowskiej, o które od dawna walczy, ale Piotr Strejlau, rzecznik prasowy Legii, nie potwierdza tej informacji: "Wiem tylko, że na spotkanie do PZPN wybiera się prezes Marek Pietruszka. Trudno mi powiedzieć, jakie będzie stanowisko klubu. "

Mecz Polska -- Anglia to nie jedyny problem PZPN. 28 czerwca, podczas zjazdu Polskiego Związku Piłki Nożnej, wybrano nowy zarząd. Na Krzysztofa Cz. głosowało 82 delegatów, co dało mu 10. miejsce na liście 34 delegatów, którzy weszli w skład zarządu. Jak się dowiedzieliśmy, 25 maja 1999 roku Prokuratura Rejonowa w Gdyni przesłała do Sądu Rejonowego w Gdyni akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Cz. Jest oskarżony z art. 300 k. k. i zagrożony karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Krzysztof Cz. , zdaniem prokuratury, zbywał składniki majątku, gdyż wiedział o zagrażającej mu niewypłacalności. Jego firma, Salon Sportowy K. C. sp. z o. o. , ma 74 wierzycieli domagających się pieniędzy za dostarczony sprzęt sportowy i wyposażenie sklepu.

"Krzysztof Cz. zaistniał w Bałtyku Gdynia w 1995 roku jako strażak. Uchronił klub przed spadkiem do III ligi. Wtedy wybrano go na delegata na zjazd PZPN. Dziś nie ma nic wspólnego ze sportem, choć ostatnio jakby się ożywił. Gdy wybrano go do zarządu PZPN, dzwoni co tydzień, pyta, co się dzieje. Chciałby być postrzegany jako osoba zainteresowana losami piłki na Wybrzeżu" -- powiedział nam Henryk Klocek, działacz Gdańskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej.

Ku lepszemu idzie w Widzewie Łódź. Lada dzień do klubu ma wejść UFA Sports, firma znana w Polsce z handlu prawami telewizyjnymi do meczów piłkarskich. Posiada ona m. in. prawa do sprzedaży spotkań reprezentacji Polski w eliminacjach mistrzostw Europy, które się toczą, oraz eliminacjach mistrzostw świata, które zaczną się jesienią przyszłego roku. UFA Sports jest częścią potężnego niemieckiego koncernu Bertelsmann, który, jak mówią znawcy tematu, ma wpływ na wiele decyzji dotyczących europejskiej piłki nożnej.

"Potwierdzam, że taki kontrakt jest przygotowywany i że szybko zostanie podpisany" -- mówi "Rz" Andrzej Grajewski, były prezes Widzewa, który wciąż posiada prawa marketingowe i telewizyjne w klubie oraz prawa do sprzedaży kilku zawodników. UFA Sports miałaby spłacić Grajewskiego. Według naszej wiedzy chodzi o ok. 5 mln marek. Prezes Widzewa Andrzej Pawelec mówi, że toczą się intensywne pertraktacje. UFA stałaby się "opiekunem" Widzewa, bo na przejęcie całego klubu nie zezwalają przepisy FIFA i UEFA. Wejście UFA do Widzewa będzie oznaczać, że klub zdecydowanie odżyje. Nie będzie to może Eldorado finansowe, ale stabilizacja z szerokimi horyzontami na przyszłość. Z klubów niemieckiej Bundesligi UFA współpracuje blisko z Borussią Dortmund, Herthą Berlin i HSV Hamburg.

W Widzewie pojawił się też selekcjoner reprezentacji Janusz Wójcik. Mówi się, że został "cichym menedżerem" klubu, ale zarówno on, jak i prezes Pawelec temu zaprzeczają. "Nie mamy żadnej formalnej umowy. W Widzewie gra 5 -- 6 reprezentantów Polski, więc to chyba jasne, że selekcjoner chciałby mieć z nimi często kontakt" -- mówi Pawelec. "Nie wiążą mnie z prezesem Pawelcem, ani z Widzewem, żadne formalne związki, tylko sympatia dla klubu -- twierdzi Wójcik. -- Gdy ktoś mnie poprosi o konsultacje, dlaczego mam nie przyjechać? Proszą mnie różne kluby, żebym ocenił, jak widzę zespół, czego mu potrzeba, żebym usiadł z trenerem i porozmawiał. Do tej pory udzielałem konsultacji w Jastrzębiu, gdy prowadziłem reprezentację do lat 18 (Jastrzębie weszło do I ligi) i w Górniku Zabrze. " Przed środowym meczem ligowym z Polonią Warszawa Wójcik spotkał się z piłkarzami Widzewa w ośrodku w Dobieszkowie.

Krzysztof Guzowski

KOMENTARZ

Żółta kartka

Jeśli nowy prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Michał Listkiewicz liczył na sto dni łaski z powodu tego, że objął ster po powszechnie nie lubianym Marianie Dziurowiczu, to był w błędzie. Już pierwsze poważne wyzwanie, przed którym stanął PZPN - organizacja meczu z Anglią - zakończyło miesiąc miodowy.

Na Stadionie Wojska Polskiego trzeba dużo zmienić, by nadawał się on do rozegrania tego meczu. Wiadomo o tym od dawna, podobnie jak o tym, kiedy spotkanie będzie rozegrane. Jednak dopiero teraz wszystkie zainteresowane strony (PZPN, UKFiT, Urząd Miasta i Legia Daewoo) spotykają się, by rozstrzygnąć, kto ma prowadzić prace, a tak naprawdę - w jaki sposób nie dopuścić do obowiązkowego w takich wypadkach przetargu. Dodatkowym smaczkiem w tej sprawie jest to, że zlecenie na wykonanie robót (instalację dodatkowych krzesełek) może otrzymać firma prowadzona przez byłego sędziego piłkarskiego Tadeusza Diakonowicza.

To nie jedyne błędy piłkarskiej centrali kierowanej przez nowych ludzi. Już po kilku tygodniach pracy nowego zarządu PZPN okazało się, że w jego składzie jest człowiek podejrzany o oszustwa gospodarcze, a wobec trenera reprezentacji Janusza Wójcika wysuwane są podejrzenia, iż został "cichym menedżerem" Widzewa Łódź.

Wszystko to razem sprawia, że atmosfera wokół polskiego futbolu wcale nie robi się lepsza. Zapewne w PZPN czekają na mecz z Anglią z nadzieją, że ewentualny sukces na kolejnych kilka miesięcy zaklajstruje problemy. To najgorsza z możliwych postaw. Za prowadzenie spraw przed meczem z Anglią nowemu zarządowi PZPN należy się bez wątpienia żółta kartka. Jeśli tak dalej pójdzie, to Listkiewicza i spółkę już niedługo będzie budził rano szyderczy śmiech Mariana Dziurowicza.

Mirosław Żukowski