logo archiwum

Autor Dariusz Klimaszewski Piotr Wołosik
Tytuł Transferowy Sułtan
Data wydania 1997.02.11
Dział gazeta/Sport


Transferowy Sułtan

Udziałowiec Widzewa Łódź, Andrzej Pawelec, poinformował o porozumieniu z angielskim Blackburn Rovers o sprzedaży za 3 miliony funtów Marka Citki. Tymczasem już w najbliższą środę, 12 bm. , Wydział Gospodarczy Sądu Wojewódzkiego w Białymstoku rozstrzygnie, czy piłkarz nie jest zawodnikiem swojego macierzystego klubu, Jagiellonii.

Problemy z przynależnością klubową Marka Citki nabrały rozgłosu w listopadzie ubiegłego roku, a nierozerwalnie związane są z osobą menedżera Jagiellonii, Waldemara Dąbrowskiego. Właśnie szef firmy "Sułtan" dokonał transferu napastnika Jagiellonii do Widzewa i on też odbierał w ratach pieniądze należne białostockiemu klubowi od widzewskich włodarzy.

Pozwy w sądach

25 października ub. r. do Wydziałów Gospodarczych Sądów Wojewódzkich w Białymstoku i Łodzi wpłynęły pozwy BKS Jagiellonia, który domagał się (i domaga) od RTS Widzew S. A. zwrotu Marka Citki i 100 tys. złotych odszkodowania.

Zgodnie z umową zawartą w połowie września 1995 r. Widzew Łódź miał zapłacić za Marka Citkę białostockiej Jagiellonii 300 tys. złotych w czterech ratach. Wyszczególniono w niej terminy płacenia kolejnych rat. Ostatnia miała być zapłacona 60 dni od zawarcia umowy, czyli w połowie listopada 1995 r. Jeden z paragrafów mówił, że w razie niedotrzymania warunków umowy Marek Citko miał wrócić do Jagiellonii, a ponadto białostocki klub miał zatrzymać łódzkie pieniądze, które już by otrzymał.

Gdy cała sprawa wyszła na jaw, prezes Jagiellonii, Bogdan Szeląg, poinformował nas, że ostatnia rata wpłynęła do klubu przy ul. Jurowieckiej 19 grudnia 1995 r. i była to rata gotówkowa, a nie przelew na konto. Dyrektor Widzewa, Andrzej Wojciechowski, stwierdził, że odbiór pieniędzy przekazywanych terminowo osobiście kwitował Waldemar Dąbrowski. Fakt inkasowania raty przez W. Dąbrowskiego potwierdził Bogdan Szeląg, który jednocześnie dodał, iż menedżer ma 70 procent udziałów w kontrakcie Citki.

Widzew pewny swego

W pozwach Jagiellonia udokumentowuje złamanie przez Widzew umowy także tym, że nie odbył się towarzyski mecz łodzian z białostoczanami, zagwarantowany w porozumieniu kontraktowym. Spotkanie takie stanowiłoby pożegnanie piłkarza z białostockimi kibicami i miało przynieść dochód Jagiellonii. Obydwa kluby składały sobie propozycje terminów gry, ale bez skutku. Ostatni odezwał się Widzew. Już po wpłynięciu pozwów do sądu zaproponował rozegranie meczu w środę, 27 listopada 1996 r. Prezes Szeląg skomentował tę ofertę słowami: "Widać więc, że Widzew poczuwa się do odpowiedzialności za podpisane wcześniej porozumienia zawarte w kontrakcie". Jagiellonia odrzuciła propozycję widzewiaków, gdyż w tym samym dniu grała towarzyski mecz z Żalgirisem Wilno. Bogdan Szeląg dodał: "My zgodnie z wcześniejszymi umowami oczekiwaliśmy łódzkiego klubu do końca 1995 roku. Teraz rozegranie tego spotkania jest nierealne".

Czy jednak, jak domniemywa Bogdan Szeląg, Widzew poczuwa się do odpowiedzialności? Dyrektor łódzkiego klubu, Andrzej Wojciechowski, nie ma wątpliwości: "Wszystkie dokumenty były w porządku, 3 miliardy starych złotych za Marka Citkę zostały zapłacone w terminie. Naprawdę trudno nam powiedzieć, o co walczy Jagiellonia. Wielokrotnie proponowaliśmy białostoczanom rozegranie sparringowego meczu w terminie, który byłby im dogodny. Mało tego! Chcieliśmy, aby Widzew przystąpił do tej sparringowej potyczki w pełnym zestawieniu, tak by białostoccy fani piłki mogli ujrzeć całą drużynę grającą na dobrym poziomie, no, ale niestety Jagiellonia proponowane przez nas terminy wciąż odrzucała. "

Tajemniczy dopisek

Za Widzewem i dyrektorem Wojciechowskim przemawia pewien dokument. Jest to dowód wpłaty raty w wysokości 80 tys. zł. Data -- 29 listopada 1995 roku. Oznacza to, że Widzew dotrzymał terminów umowy, a Bogdan Szeląg myli sie w twierdzeniu, że pieniądze wpłynęły do Jagiellonii 19 grudnia. Chyba że Waldemar Dąbrowski przetrzymał gotówkę i dopiero po ustalonym terminie wpłacił ją do kasy przy ul. Jurowieckiej. To rozwiązanie podpowiada tajemniczy dopisek: "Brak w Kasie K. P. nr 1193 podstawiony". Zastanawia jeszcze jedno: tak wysokie rozliczenia między firmami (są nimi spółka akcyjna Widzew i stowarzyszenie sportowe Jagiellonia) , w myśl finansowych przepisów, powinny być dokonywane przelewami kwot na konta bankowe. W oparciu o jaki przepis kasa Jagiellonii przyjęła w gotówce 80 tys. złotych, sumę kilkakrotnie wyższą od dopuszczanej finansowymi regułami?

Menedżer może wszystko

"Dziwnym" trafem kolejne niejasności pojawiają się wraz z osobą Waldemara Dąbrowskiego. Przy kontrakcie Marka Citki jest on osobą wysuwającą się na pierwszy plan.

W porozumieniu między Jagiellonią a Waldemarem Dąbrowskim, zawartym 3 sierpnia 1995 roku, czytamy m. in. :

"Paragraf 4. Punkt 1. Manager S. S. P. N. (Samodzielnej Sekcji Piłki Nożnej -- dop. red. ) BKS Jagiellonia ma wszystkie uprawnienia oraz jednoosobowo decyduje o całości działania sekcji ze szczególnym uwzględnieniem spraw związanych z transferami zawodników. Punkt 2. Manager otrzyma 51 proc. wpływów finansowych z każdego transferu zawodnika po podpisaniu umowy. 3. Z dniem podpisania niniejszego porozumienia Zarząd Klubu przekaże odcinki zwolnień zawodników I zespołu oraz karty zawodników II zespołu wskazanych przez Managera wraz z umowami. 4. Do czasu podpisania umowy Manager zobowiązuje się do wystrzegania przed masową sprzedażą zawodników za wyjątkiem praw nabytych wcześniej do dwóch zawodników: M. Citko i J. Chańko. "

To porozumienie potwierdza olbrzymie uprawnienia menedżera Dąbrowskiego, które otrzymał już na mocy umowy z Jagiellonią zawartej 5 czerwca 1994 r. Wówczas m. in. prezes klubu, Jerzy Kiersnowski, przyznał szefowi firmy "Sułtan" 50 proc. wpływów z transferu Tomasza Frankowskiego, Marka Citki i Jacka Chańki. W aneksie do tej umowy, podpisanym 27 marca 1995 r. , wpływy do kieszeni Dąbrowskiego z transferów piłkarzy podwyższono do 100 proc. w przypadku Frankowskiego oraz do 70 proc. w przypadku Citki i Chańki.

Nieformalna propozycja

Menedżer korzysta z danych mu uprawnień na całego. Już 17 lipca 1995 roku Widzew Łódź przesłał do Jagiellonii faks następującej treści:

"W związku z pismem, jakie otrzymaliśmy w dniu 14 lipca 1995 r. w sprawie zawodnika Marka Citko informujemy, że Marek Citko złożył podanie do SPN Widzew S. A. w dniu 21 czerwca 1995 i wyraża w nim chęć gry w naszym klubie. Rozmowy prowadzone z przedstawicielami BKS Jagiellonia P. P. Waldemarem Dąbrowskim a wiceprezesem SPN Widzew S. A. nie mogły być dokończone ze względu na nieformalną propozycję P. W. Dąbrowskiego (. .. ) Pragniemy podjąć rozmowy w sposób formalny z przedstawicielami Waszego Klubu odnośnie ww. sprawy". Podpisał wiceprezes ds. sportu Widzewa -- mgr Jacek Dzieniakowski.

Nie udało się nam ustalić, co oznaczał termin "nieformalna propozycja", niemniej pan Dąbrowski podjął dalsze rozmowy transferowe. Sprzedał piłkarza za 300 tys. złotych z zastrzeżeniem w kontrakcie, iż w przypadku dalszego transferu Marka z Widzewa Jagiellonia otrzyma 20 proc. kontraktowej sumy. Z tego też udziału 70 proc. ma otrzymać W. Dąbrowski.

Wszystkie umowy oraz aneksy między Jagiellonią a Waldemarem Dąbrowskim najwięcej korzyści przynoszą menedżerowi. Chyba zatem nie pomylimy się twierdząc, że to z jego inicjatywy jesienią ubiegłego roku, gdy Marek Citko zaczął strzelać -- jak na zawołanie -- gole w międzynarodowych meczach i pojawiły się oferty jego kupna przez czołowe zachodnie kluby, Jagiellonia pozwała do sądu Widzew za niezrealizowanie umowy transferowej. Tak twierdzimy, mimo że założenie, iż rzeczywiście białostockiemu klubowi przypada 30 proc. udziału, który otrzyma od Widzewa, może być błędne. Nie można bowiem wykluczyć, że Jagiellonia nie otrzyma grosza. Wszakże do wcześniejszych umów klubu z Waldemarem Dąbrowskim sporządzono wiele aneksów, za każdym razem zwiększających korzyści materialne menedżera. Chociaż i przy podziale 70:30 są one olbrzymie. Np. sprzedaż Citki do Blackburn za 3 miliony funtów oznacza, że W. Dąbrowski otrzyma ponad 2 miliony złotych (20 miliardów starych złotych) , a Jagiellonia zaledwie 800 tys. zł.

Dojna krowa

Waldemar Dąbrowski twierdzi, że gdyby nie jego pomoc finansowa i transferowe pertraktacje, to Jagiellonii już by nie było. Po kontraktach Tomasza Frankowskiego (sprzedany w 1995 do Racingu Strasbourg za 95 tys. USD, chociaż z faksów Francuzów wynikało, że są oni gotowi kupić piłkarza za co najmniej 150 tys. dolarów) i Marka Citki oraz podziale pieniędzy za transfery można chyba jednak odnieść wrażenie, iż białostocki klub jest dojony jak przysłowiowa krowa.

Dariusz Klimaszewski, Piotr Wołosik

"Kurier Poranny", Białystok