logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski
Tytuł Ambicja ponad rozsądek
Data wydania 1997.11.16
Dział gazeta/Sport


ROZMOWA

Marek Citko: Z nogą jest coraz lepiej. W styczniu zacznę zabawy z piłką, w marcu chciałbym strzelać gole

Ambicja ponad rozsądek

: W maju zniesiono pana z boiska w czasie meczu Widzewa z Górnikiem. Mamy koniec listopada, a pan wciąż chodzi o kulach. Co się dzieje z pańską prawą nogą?

Marek Citko: Teraz jest już dobrze. W środę ścięgno Achillesa, które zerwałem właśnie w meczu z Górnikiem, zostało poddane szczegółowej kontroli. Było badane metodą rezonansu magnetycznego, a także USG. Lekarze obejrzeli ścięgno milimetr po milimetrze i stwierdzili, że nastąpiła kolosalna poprawa. Nie widać już na nim żadnych stanów zapalnych, choć 29 października, podczas ostatniego badania, były one jeszcze widoczne. Doktor Robert Śmigielski, który prowadzi moją rehabilitację, jest pełen optymizmu. Pozwolił mi już nawet na lekkie obciążenie prawej nogi, co oznacza, że wreszcie będę mógł usiąść za kierownicą samochodu. Pół roku nie jeździłem, więc lekarz prosił, żebym na razie nie rozwijał większej prędkości niż 160 km/ h. Żartuję, ale wciąż muszę na nogę bardzo uważać i jej nie przeciążać.

Czy lekarze stawiają prognozy dotyczące terminu powrotu na boisko?

Przez najbliższe półtora miesiąca będę chodził na zabiegi rehabilitacyjne. W styczniu powinienem zacząć truchtać i bawić się piłką. W marcu chciałbym już zdobywać gole.

Na czym polega rehabilitacja?

Codziennie przez 1, 5 -- 2 godziny mam zajęcia z fizykoterapeutą, biorę masaże, jeżdżę na rowerku, dr Śmigielski przygotował dla mnie zestaw ćwiczeń na mięśnie uda, żeby nie "zwiędły". Jestem chyba spokojnym pacjentem, bo trzymam wagę, jaką miałem, gdy grałem w piłkę.

Kto płaci za leczenie?

Andrzej Grajewski, udziałowiec Widzewa, powiedział, że wszystkie koszty bierze na siebie.

Czy musiało dojść do tak ciężkiej kontuzji?

Wszystko zaczęło się w styczniu od bólu ścięgien Achillesa w obu nogach. Mówiłem o tym lekarzowi klubowemu i kadry, ale obaj nie potrafili wtedy powziąć decyzji, że powinienem odpocząć przez dwa -- trzy miesiące i wyleczyć ścięgna. Gdyby tak się stało, prawdopodobnie wystarczyłby zabieg kosmetyczny, żeby wyeliminować stany zapalne.

Dlaczego tak się nie stało?

Byłem potrzebny Widzewowi i reprezentacji. Czułem, że prezesi i trener Widzewa, a także trener reprezentacji chcą, żebym grał. Czasem nogi bolały mnie tak bardzo, że odpuszczałem niektóre treningi, tylko truchtałem. Zdecydowałem, że nie zagram jednego meczu w Widzewie i nie pojadę z reprezentacją do Czech. Odpoczynek był jednak zbyt krótki. Widzew chciał mnie zimą sprzedać na siłę za granicę za jakieś kolosalne pieniądze. Prezes Pawelec prosił mnie, żebym wciąż trenował i pojechał do Blackburn. No ipojechałem, choć wcale nie miałem na to ochoty. Ja sam też chciałem grać, ambicja brała górę nad rozsądkiem. Nie chciałem oszczędzać się w Widzewie, bo wszyscy by powiedzieli, że myślę tylko o kadrze. Na zgrupowaniach kadry też nie mogłem trenować ulgowo, bo ktoś mógłby powiedzieć, że zależy mi tylko na Widzewie. Mówiłem więc trenerom, że jestem gotowy do gry.

Ścięgno Achillesa rozerwało się na strzępy 17 maja. Nazajutrz był pan operowany w klinice MSW w Łodzi. Skąd taki pośpiech?

Ktoś z klubu dzwonił do pana Grajewskiego, z sugestią, żeby operację wykonać jak najszybciej. Grajewski się zgodził. Nie wiedziałem wtedy, że pośpiech nie był konieczny. Można było tydzień poczekać i lepiej się przygotować.

Jacek Wszoła mówi, że miał podobną kontuzję i że leczył ją przez 15 miesięcy. Było to jednak 15 lat temu. Dziś ścięgna Achillesa leczy się o wiele szybciej. Czy w czasie operacji popełniono jakiś błąd w sztuce?

Nie chcę o tym mówić. Nie jestem lekarzem i nie znam się na sposobach leczenia. Musi pan zapytać doktorów, którzy mnie operowali. Jak koszmar wspominam nie operację, tylko chwile tuż przed uśpieniem mnie. Lekarz wbił mi igłę w pachwinę i szukał nią nerwu, który chciał znieczulić. Po chwili powtórzył to samo z drugiej strony. Szukanie igłą nerwu w pachwinie nie jest dla pacjenta przyjemnością.

Podobno metoda zszywania ścięgna, jaką wtedy zastosowano, była dobra, ale za czasów Wszoły. Dziś takie operacje przeprowadza się zupełnie inaczej.

Naprawdę nie chciałbym o tym mówić. Najważniejsze, że jestem dziś bliżej powrotu na boisko.

Gdy leżał pan w szpitalu po operacji, nie odwiedził pana żaden z szefów Widzewa, żeby choć spytać o zdrowie. Powiedział pan wtedy, że skoro nikt się nie interesuje, to więcej pan w Widzewie grać nie będzie.

Chwile rozgoryczenia szybko mijają. Było mi źle, więc powiedziałem coś nieodpowiedzialnie. Dziś nie mam już do nikogo pretensji.

Czy nad pańską rehabilitacją czuwał fachowiec?

Miesiąc po operacji, 17 czerwca, pojechałem na jeden dzień do Helsinek, do kliniki, w której kiedyś był operowany Siergiej Bubka. Zdjęto mi tam z nogi gips i nałożono plastikowy usztywniacz. Wróciłem do Białegostoku, gdzie brat załatwił mi godziny na miejskim basenie. Zakładałem w wodzie specjalne pasy i chodziłem. Od lipca zajął się mną dr Śmigielski. W sierpniu mocno się przeziębiłem. Miałem 39, 5 stopnia gorączki i powiększone węzły chłonne. Bakterie zaatakowały ścięgno Achillesa. Wdało się zakażenie, a potem ropienie. Dopiero teraz udało mi się ich pozbyć.

Już przez pół roku nie może pan wykonywać swojego zawodu. Czy ubezpieczył pan nogi?

Nie. Z tego, co wiem, klub też ich nie ubezpieczył. To dla mnie nauczka. Słyszałem, że kilku moich kolegów z Widzewa się ubezpieczyło, ale pieniądze, jakie otrzymają w razie dłuższej kontuzji, będą chyba niższe niż suma składek, które muszą płacić.

Kontrakt z Widzewem skończył się w czerwcu, na ubezpieczalnię nie może pan liczyć. Z czego pan żyje?

Trochę odłożyłem, poza tym otrzymuję stypendium z klubu, bo taki zapis znalazł się w kontrakcie. To znaczy miałem otrzymywać, bo dostałem pieniądze tylko raz, w lipcu.

Widzew jest klubem, który nie lubi płacić rachunków. Długi wobec piłkarzy, innych klubów oraz instytucji, z którymi Widzew współpracował, sięgają kilku milionów złotych. Chce pan wrócić do Łodzi?

W tej chwili naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie będę grał. Nie wiem przecież nawet, czy wrócę do pełnej formy. Mam obecnie propozycje z czterech klubów polskich i trzech zagranicznych. Chodzi o najsilniejsze kluby polskie, a nazwy tych z zagranicy są znane na całym świecie. Nazwijmy je A, Bi C. Jeden z nich przysłał mi faks, żebym natychmiast przyjechał i tam dokończył rehabilitację, a potem podpisał kontrakt. Drugi oferuje mi naprawdę wspaniałe warunki. Trzeci interesuje się mną od dłuższego czasu iczęsto przypomina o sobie. Te trzy kluby doskonale wiedzą, choć nie mam pojęcia skąd, co się ze mną dzieje. Na razie, w przyszłym tygodniu, spotkam się z panem Grajewskim. Klubem, któremu mam najwięcej do zawdzięczenia, jest Widzew i ja otym pamiętam. Wiele zależy od tego, co się będzie działo w Widzewie. To dobrze, że zaczęto mówić oproblemach klubu. Najgorsze jest ukrywanie prawdy.

Chodzi pan o kulach, w bucie ortopedycznym, nie wiadomo, jakim zawodnikiem będzie pan za pół roku, a ubiegają się o pana piłkarskie potęgi. Jak to możliwe?

Naprawdę nie wiem. Widać pamiętają moją grę sprzed kontuzji i wierzą, że wrócę na boisko w pełni formy. Jeśli wyjadę za granicę, to będę tanim piłkarzem. Polska nie jest członkiem Unii Europejskiej, więc nie obowiązuje mnie prawo Bosmana. Jako piłkarz bez kontraktu nie mogę przejść bezpłatnie do nowego klubu. Widzew otrzyma za mnie pieniądze, ale niewielkie. Wysokość transferu ustala Międzynarodowa Federacja Piłkarska na podstawie moich zarobków w ostatnim roku gry. W porównaniu do wynagrodzenia, jakie piłkarze otrzymują na Zachodzie, zarabiałem naprawdę niewiele i dlatego kwota transferowa nie może być wysoka.

Ma pan teraz mnóstwo wolnego czasu. Co pan znim robi?

Wbrew pozorom nie mam tego czasu za wiele. Nie unikam spotkań z kibicami. Ci z Warszawy, z Legii, są całkiem sympatyczni. Nie traktują mnie jak znienawidzonego widzewiaka. Pytają, czy będę dla nich grał. Często jeżdżę do szkół i spotykam się z dziećmi. Jestem zapraszany do programów telewizyjnych. Ostatnio brałem udział w teleturnieju "Wszystko albo nic" wstacji TVN i byłem w nim ekspertem piłkarskim. Dostałem od Władysława Pasikowskiego propozycję zagrania w jego filmie, ale nie mogłem się zgodzić ze względu na kontuzję. Przeczytałem kilka książek. Jestem po trylogii i "Quo Vadis", a także filozoficznych pozycjach "Świat Zofii" i "Bitwie o prawdę". Staram się codziennie czytać prasę sportową, sięgam po "Politykę" i "Wprost". Zaproszono mnie na premierę filmu Disneya "Herkules", ale nie mogę na niej być, więc podrzucę organizatorom swoje plakaty i zdjęcia, żeby je rozdali dzieciom. Jak widać, mam co robić.

"Citkomania" trwa?

Chyba tak.

Rozmawiał: Krzysztof Guzowski