logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski
Tytuł Zimni profesjonaliści
Podtytuł Piłka nożna: Widzew - Fiorentina 0:2
Data wydania 1999.08.26
Dział gazeta/Sport


WIDZEW - FIORENTINA 0:2

Kontrakty z telewizją, krzesełka, sponsor - wszystko na ostatnią chwilę

Zimni profesjonaliści

KRZYSZTOF GUZOWSKI

z Łodzi

W rewanżowym meczu III rundy eliminacji Ligi Mistrzów Widzew przegrał w Łodzi z Fiorentiną 0:2 (0:1). Widzew będzie teraz grał w Pucharze UEFA. Mecz z Fiorentiną można było obejrzeć w telewizji - w Polsce pokazywała go Wizja TV, a we Włoszech RAI.

Wszystko, co wiązało się z tym meczem, było załatwiane na ostatnią chwilę. Choćby sprawa transmisji telewizyjnych. Kontrakt z telewizją RAI podpisał w ubiegły piątek jedyny człowiek, który miał do tego prawo - Andrzej Grajewski. Tymczasem prezes Andrzej Pawelec stanął jak Rejtan, mówiąc, że Włosi dostaną transmisję, jeśli wcześniej go zabiją. W budynku klubowym Widzewa trwały w środę tuż przed meczem negocjacje. Pawelec mówił, ile chce za mecz, odpowiednik Dariusza Szpakowskiego z RAI biegł za kotarę i komunikował się ze swoimi szefami. Wracał i mówił, że tyle Włosi dać nie mogą. Pawelec coś opuścił, więc Włoch znów znikał za kotarą i się konsultował. I jeszcze raz. Wreszcie obie strony uśmiechnęły się.

Włosi powtórnie dostali prawa, które wcześniej nabyli od Grajewskiego, a Pawelec rozpłynął się w marzeniach o dużej gotówce. Wcale nie jest przesądzone, że Widzew ją dostanie. W czwartek zapewne Grajewski prześle do Włoch dokument, w którym czarno na białym jest napisane, że to on ma prawa do wszystkiego w Widzewie, a co zrobią Włosi - nietrudno zgadnąć. Kończąc wątek telewizyjny - mecz w Polsce pokazała Wizja TV. W środę przed południem firma UFA przesłała na konto Widzewa obiecane 250 tysięcy marek. Zrobiła to, żeby nie zadrażniać stosunków. UFA chce wejść do Widzewa na kilkanaście lat i zrobić z niego profesjonalny klub. Będzie musiała współpracować z Pawelcem.

Inny drażliwy temat - sprawa krzesełek. Nikt w Polsce nie mógł od dłuższego czasu zdecydować, że na stadionie trzeba zainstalować krzesełka. Proces decyzjny ciągnie się jak wąż strażaka sikawkowego. Groziło, że mecz będzie mogło obejrzeć 3 tysiące kibiców. Tymczasem firma niemiecka, która w Łodzi buduje duże centrum handlowe postanowiła zrobić prezent klubowi. Brygady weszły na stadion w sobotę i pracowały nieustannie przez trzy i pół doby. Robotnicy mieli obłęd w oczach, ale Niemcy płacili 12 złotych za godzinę. Efekt - zainstalowano 4 tysiące krzesełek za jedną z bramek. A tam, gdzie mieli i mają pracować brygady pod polskim nadzorem - na trybunie wzdłuż boiska - jest jeden wielki wał rozwalonej ziemi. Włosi aż skakali z wrażenia, gdy to zobaczyli. Każdy uwiecznił się na fotce na tle wału.

Albo sprawa sponsora. Od pewnego czasu jest w Widzewie Piast, ale płaci kolejne raty dopiero wtedy, gdy staje pod ścianą. Pawelec w końcu się zdenerwował i powiedział, że żadnego Piasta na stadionie nie będzie. Będzie za to EB. W środę około południa Piast uregulował jednak zaległości i zaczęła się bieganina. Trzeba było na koszulki naszyć logo sponsora, które wcześniej ze wstrętem odrywano. Dwie godziny przed meczem koszulki trafiły w ręce krawcowych i 10 minut przed gwizdkiem sędziego piłkarze mogli je założyć.

Czy tego wszystkiego nie można było załatwić wcześniej?

Sam mecz nie był ciekawy. Włochom nie chciało się za bardzo biegać. Wystarczyło, że pokazali, na czym polega zimny profesjonalizm. Jeśli oddawali strzały, to trafiali w bramkę lub tuż obok. Jeśli trzeba było przyjąć piłkę, to nie odskakiwała im na kilka metrów. Kiedy brali udział w pojedynkach jeden na jednego, to nie przegrywali. Jak podawali, to nigdy na oślep. Gdy atakowali, to zawsze szybko. Nie musieli się zbytnio wysilać, żeby pokonać Widzew, bo w polskiej drużynie wszystko jest takie "nie do końca". Przede wszystkim Włosi byli zdecydowanie szybsi. Dziś ten, kto nie jest szybki, nie ma czego szukać w futbolu.

Tylko w jednym przypadku zachowali się jak amatorzy. Po wtorkowym treningu zostawili szatnię w takim stanie, jakby przeszedł przez nią huragan. Brzoskwinie panie sprzątaczki musiały zbierać ze ścian.

- Widzew - Fiorentina 0:2 (0:1). Bramki - E. Chiesa (40), S. Cois (67). Żółte kartki: Kiełbowicz (Widzew), Cois i Padalino (Fiorentina). Sędziował A. Sars (Francja). Widzów 7 tys. Pierwszy mecz 1:3. Awans do Ligi Mistrzów - Fiorentina.

Widzew: Matuszek, Bogusz, Terlecki, Pawlak, Gula (62, Szymkowiak), Michalski, Kaczmarczyk, Gęsior (80, Dudek), Kiełbowicz, Citko, Wichniarek (77, Zając).

Fiorentina: Toldo, Repka, Padalino (86, Firicano), Pierini, Di Livio, Amoroso, Rui Costa, Cois (71, Okon), Heinrich, Chiesa (72, Balbo), Mijatović.