logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski
Tytuł Kasa przestała się zgadzać
Podtytuł "Gdyby nie piłka nożna, Bolesław Krzyżostaniak byłby najbogatszym człowiekiem w Polsce"
Data wydania 1995.07.29
Dział gazeta/Kraj


"Gdyby nie piłka nożna, Bolesław Krzyżostaniak byłby najbogatszym człowiekiem w Polsce"

Kasa przestała się zgadzać

Krzysztof Guzowski

Marian Dziurowicz, zanim został prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, musiał swoim wyborcom obiecać również to, że nie dopuści do fuzji Fundacji Piłkarskiej Olimpia Futbol z trzecioligową Lechią Gdańsk. I nie dopuścił. Bolesław Krzyżostaniak, prezes fundacji, która utrzymuje pierwszoligową Olimpię Poznań, stara się za wszelką cenę przenieść swoją drużynę do Gdańska. Mimo że ciąży na nim trzyletni zakaz działalności w polskiej piłce nożnej, zagwarantowano mu tam funkcję prezesa rady nadzorczej spółki, która finansowałaby działalność nowego klubu. PZPN zgadza się na rozgrywanie meczów Olimpii w Gdańsku, pod warunkiem, że zgodę na przyjazd do Gdańska wyrażą również przeciwnicy Olimpii. Dla Krzyżostaniaka jest to chyba ostatnia szansa podtrzymania kariery robionej w polskim futbolu. Sam przez kilka lat utrzymywał Olimpię. Dalej już nie wytrzyma. Kasa przestała się zgadzać.

Mecz ma dwie połowy

Był początek stanu wojennego. Służbę wojskową w Legii Warszawa kończył Mirosław Okoński, ukochane dziecko Poznania. Żeby go ściągnąć z powrotem do Lecha, trzeba było spłacić jakieś długi, pozostawione przez Mirka w stolicy. Poznańscy rzemieślnicy zakasali rękawy. Rzemieślnik Ryszard Górka wpłacił do kasy równowartość czterech butelek wódki. Rzemieślnik Bolesław Krzyżostaniak dał więcej, bo i jego firmie powodziło się lepiej. Najwięcej zaś wyłożył osobnik nazywany "świętym Józefem". Mirek wrócił do Lecha, a Krzyżostaniak wybrał się na mecz, żeby obejrzeć piłkarza, w sprowadzeniu którego miał swój udział. Anegdota mówi, że kiedy sędzia zakończył pierwszą połowę, Krzyżostaniak zaczął się zbierać do wyjścia. Skąd mógł wiedzieć, że po pierwszej połowie zwykle następuje druga?

Po trzech latach, kiedy już to zrozumiał, postanowił zostać działaczem -- w Gwardyjskim Klubie Sportowym Olimpia Poznań. Wprowadzali go w krainę futbolu pułkownik Szych i major Szczepankiewicz. "Coś we mnie było, w następnym sezonie awansowaliśmy po raz pierwszy w historii do I ligi" -- śmieje się Krzyżostaniak.

Dlaczego zaczął działać akurat w Olimpii? Poznańscy rzemieślnicy szeptali między sobą, że nad Krzyżostaniakiem ktoś rozpiął parasol ochronny. Pozwalano mu na więcej niż innym. W tamtych czasach krucho było z materiałami do produkcji. Obowiązywały przydziały. Jak przyszła dostawa 2 ton plastiku, to Krzyżostaniak, właściciel zakładu o nazwie "Bolplast", zabierał dla siebie 1, 5 tony. Dziesięciu innym rzemieślnikom, pracującym w plastiku, przypadała reszta. Jawna niesprawiedliwość, ale nikt się nie buntował, bo się bał. Zostało im to do dzisiaj. Wymienienie nazwiska Krzyżostaniak budzi w Poznaniu przedziwne reakcje. "Pan jest z policji? Z UOP? Z prokuratury? " -- pyta jeden z rozmówców. "Nie ma pan przypadkiem włączonego magnetofonu? Na pewno? Muszę sprawdzić" -- mówi drugi. "Nie wolno panu notować, nie dam odbitki żadnego dokumentu, może pan je tylko zobaczyć, apotem zapomnieć, że pan u mnie był. Co pan zapamięta -- to pańskie. Ja mam żonę, dzieci i mieszkam tu, w Poznaniu" -- stwierdza trzeci.

Krzyżostaniak nie pamięta, kiedy dokładnie został prezesem sekcji piłkarskiej GKS Olimpia. "Było to chyba w 1988 roku" -- mówi.

Więcej tirów niż drzew

Olimpia była przeciętniakiem ligowym, aż do czasów wprowadzenia nowego ładu gospodarczego i pojawienia się koncesji na handel alkoholem. Jerzy Rokicki, dyrektor Działu Regulacji Obrotu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, mówi, że ani klub, ani żaden zakład działalności gospodarczej istniejący przy Olimpii nie miały pozwolenia na sprowadzanie alkoholu. A jednak nim handlowano. "Pamiętam dni, kiedy pod stadionem na Golęcinie stało więcej tirów z gorzałą, niż drzew" -- opowiada biznesmen, który nie dostał koncesji.

W maju 1993 roku Prokuratura Wojewódzka w Poznaniu skierowała do Sądu Wojewódzkiego akt oskarżenia przeciw: Marianowi K. , zastępcy dyrektora Gwardyjskiego Klubu Sportowego Olimpia, Januszowi K. , dyrektorowi Zespołu Działalności Gospodarczej przy GKS Olimpia, Kazimierzowi K. , Karolowi W. , właścicielowi Wytwórni Cukierniczej "Cawano" w Puszczykowie i Janinie W. , głównej księgowej GKS Olimpia. Oskarżono ich jednak nie o nielegalny handel alkoholem, lecz o nieprawidłowości w tym handlu. Z aktu oskarżenia wynika, że od listopada 1989 roku do maja 1990 roku, działając wspólnie i w porozumieniu, wykorzystując funkcjonowanie Zespołu w zakresie zbytu sprowadzanego z zagranicy alkoholu, zagarnęli oni na szkodę tego Zespołu pieniądze w kwocie 1 mld 497 mln 700 tys. starych złotych, w wyniku zorganizowanego w tym celu -- mającego pozory legalności -- systemu akwizycji 761350 butelek wina i wódki.

Marian K. nakłonił Kazimierza K. i Janusza K. do zgłoszenia działalności gospodarczej w postaci firm pośrednictwa handlowego artykułami spożywczymi; ich nazwy i konta potrzebne były do zawarcia niekorzystnej dla Zespołu umowy pośrednictwa w sprzedaży alkoholu. Marian K. odebrał za ich pośrednictwem i z ich kont pieniądze w łącznej kwocie 1 mld 522 mln 700 tys. . Z tych pieniędzy wypłacił im 25 mln starych złotych. Waldemar K. , wiedząc o sporządzonych umowach pośrednictwa, całość dokumentów niezbędnych do dystrybucji alkoholu, opatrzonych "in blanco" pieczątkami Zespołu i podpisami swoimi oraz głównej księgowej, przekazał do dyspozycji Karola W. Poza tym, na podstawie faktur sprzedaży alkoholu, sporządzonych przez osoby nieuprawnione, fikcyjnych dokumentów obrotu magazynowego i zbiorczych faktur pośrednictwa, bez jakiejkolwiek kontroli akceptował wypłaty na konta Kazimierza K. i Janusza K. Karol W. polecił rozprowadzenie w jego magazynach i częściowo w magazynach PHS Poznań alkoholu Olimpii za pośrednictwem zatrudnionych u siebie prywatnych przewoźników. Janinie W. zarzucono niedopełnienie obowiązków poprzez podpisanie dokumentów "in blanco", dopuszczenie do tego, że dokumentację finansową prowadziły osoby trzecie oraz akceptowanie wypłat dla Kazimierza K. i Janusza K.

Sąd uniewinnił oskarżonych, jednak po zażaleniu prokuratury i decyzji sądu apelacyjnego, sprawa wróci na wokandę.

"Jeśli pieniądze, wypracowane przez Zakład, zostałyby w całości przekazane na piłkę nożną, to do dziś nie byłoby silniejszej w Polsce drużyny. W Olimpii grałoby pół reprezentacji Polski" -- twierdzi dobrze poinformowane źródło.

Meldunek w Hamburgu

Krzyżostaniak, który miał już za sobą dwa odejścia z klubu i dwa powroty, kupił dwóch reprezentantów Polski juniorów -- Jerzego Brzęczka z Rakowa Częstochowa i Grzegorza Mielcarskiego z Polonii Bydgoszcz. Sprowadził też znanego trenera Huberta Kostkę. Wkrótce Kostka zamieszkał w Poznaniu we własnym, świeżo zbudowanym domu. Efektem pracy było 5 miejsce w lidze w 1990 roku i półfinał Pucharu Polski w kolejnym sezonie.

Krzyżostaniak miał z czego płacić. 23 marca 1990 roku zarejestrowano Bolplast International Joint Venture sp. z o. o. Firmę zwolniono z płacenia podatku dochodowego, gdyż w aktach rejestrowych Krzyżostaniak wystąpił jako inwestor zagraniczny, zameldowany w Hamburgu przy Reimarnstrasse 10. Był w tym czasie posiadaczem paszportu konsularnego. Miał w Bolplaście 1539 udziałów, w tym 589 w formie niepieniężnej -- w postaci samochodu BMW. Jego żona, Jadwiga Krzyżostaniak, była posiadaczką 10 udziałów, Paweł Czeszak -- również 10, po 500 tysięcy starych złotych każdy. Później Czeszak zrzekł się swoich udziałów na rzecz Jadwigi Krzyżostaniak. Kapitał zakładowy wyniósł 793 mln 500 tys. starych złotych. Spółka otrzymała pozwolenie na działalność w zakresie produkcji wyrobów z tworzyw sztucznych, obuwia, dziewiarstwa, działalności handlowej na terenie kraju, działalności eksportowej i importowej w zakresie własnej produkcji. W listopadzie 1991 roku rozszerzono działalność o import lekarstw, aparatury i wyposażenia medycznego oraz o eksport towarów na zasadzie komisu oraz handel hurtowy importowanymi artykułami konsumpcyjnymi, m. in alkoholem. W latach 1992 i 1993 Ministerstwo Współpracy Gospodarczej z Zagranicą wydało Bolplastowi 3 pozwolenia na sprowadzenie alkoholu: za pierwszym razem na 350 hektolitrów, za drugim na 225 hektolitrów, za trzecim na 265 hektolitrów. Krzyżostaniak sprowadzał głównie whisky ze strefy wolnocłowej w Hamburgu. 6 maja 1991 roku zarejestrowano powołaną w Garwolinie, mającą siedzibę przy ul. Żurawiej 45 w Warszawie, EEP sp. z o. o. , w której Krzyżostaniak również wystąpił jako inwestor zagraniczny. Kapitał zakładowy wyniósł 170 mln starych złotych. Krzyżostaniak miał w niej 950 udziałów, Wojciech Jedliczka 320, Mirosław Szturmowicz 320 i Krzysztof Trojanowski 350 udziałów. W czerwcu 1993 roku trzej udziałowcy odsprzedali wszystkie swoje udziały (990 o wartości 495 mln starych złotych) Janowi Walczakowi z Poznania. Krzyżostaniak miał nadal 950 udziałów, ale pozostał prezesem spółki. Do lipca 1993 roku spółka zajmowała się handlem na terenie kraju. Wtedy poszerzono jej działalność o ochronę osób i mienia, obrót bronią sportową, myśliwską i gazową oraz amunicją. W grudniu 1993 roku Walczak zbył 950 udziałów na rzecz Krzyżostaniaka i 40 na rzecz Andrzeja Marcinkowskiego. Prezesem i jednoosobowym zarządem spółki został Maciej Wawrzyniak, przyjaciel Krzyżostaniaka. Poszerzono działalność o produkcję wyrobów z tworzyw sztucznych. W maju 1994 roku Krzyżostaniak zbył wszystkie udziały na rzecz poznanianki Beaty Marciniak za 950 mln starych złotych. Za działalność w 1993 roku spółka wykazała przychód w wysokości 12 mld 12 mln 851 tys 100 starych złotych.

W 1992 roku, tuż przed igrzyskami olimpijskimi w Barcelonie, w klubie skończyły się pieniądze. Władze GKS Olimpia ogłosiły cichy przetarg na kupno sekcji piłki nożnej. Jako pierwszy ofertę, za 7 miliardów złotych, otrzymał Krzyżostaniak. Nie skorzystał z niej. "Wyobraźmy sobie, że przyjeżdżam do pana pańskim samochodem i proponuję panu jego kupno. Zgodziłby się pan? " -- pyta Krzyżostaniak. 6 lipca rozstał się z klubem po raz trzeci.

Znajomy Knoffa

Tu wkracza na arenę były rzemieślnik, dziś biznesmen, Ryszard Górka, właściciel firmy "Erge" wraz z jej mutacjami. Jest bliskim znajomym Kazimierza Knoffa, byłego komendanta wojewódzkiego policji poznańskiej, który opuścił stanowisko po aferze związanej z korupcją w 1993 roku. Córka Górki jest chrzestną wnuka Knoffa.

Na początku 1992 roku, za rządu Olszewskiego i ministra Glapińskiego, Górka otrzymał koncesję na sprowadzanie i obrót paliwem. W krótkim czasie sprowadził do polskich portów 38 statków. Firma osiągnęła obrót 100 milionów dolarów, a czysty zysk wyniósł 8 milionów dolarów. Górka mógł wreszcie dopomóc ukochanemu Lechowi.

Za darowane przez jego firmę 78 tysięcy dolarów (odpis od podatku) , klub kupił Jerzego Podbrożnego z Igloopolu Dębica. Górka sporządził umowę z Lechem, że w przypadku transferu do innego klubu otrzyma 90 procent uzyskanej kwoty. Spełnił też osobiste żądania Podbrożnego -- zapłacił mu pół miliarda złotych. Podbrożny okazał się pazerny. Często go odwiedzał, bo stale miał problemy. Wyłącznie finansowe. Kiedyś przyszedł i powiedział, że w czasie meczu zgubił złoty łańcuszek. Domagał się rekompensaty i ją otrzymał. Innym razem Górka wypłacił mu premię za zdobycie tytułu króla strzelców. Po kilku dniach się zjawił i stwierdził, że te pieniądze wystarczyły mu tylko na podróż z Poznania do Rzeszowa i z powrotem.

Górka miał 37 procent udziału w sprowadzeniu Jacka Dembińskiego i Ryszarda Remienia, 46 procent w transferze Jacka Bąka. Z każdym z nich zawierał osobne umowy sponsorskie. Mirosławowi Trzeciakowi za podpisanie nowego kontraktu z klubem wręczył 560 milionów złotych. Ten zawodnik okazał się również pazerny. Kilka razy żądał, żeby sponsor od tej kwoty zapłacił za niego podatek. Górka za 25 tysięcy dolarów kupił Rosjanina Igora Kornijca. Łącznie za nowych graczy zapłacił około 6 miliardów złotych. Ściągnął również trenera Henryka Apostela, płacąc mu dwie pensje w równej wysokości 2, 5 tys. dolarów miesięcznie. Jedną kładł na stół, drugą podawał pod stołem. Po roku obecny trener drużyny narodowej kupił sobie w Poznaniu dom.

Zdaniem Górki, do osiągnięcia klasy europejskiej Lechowi brakowało już tylko dobrego pomocnika i niezłego napastnika. Grali tacy za miedzą, w Olimpii. Jerzy Brzęczek i Grzegorz Mielcarski sposobili się właśnie na olimpiadę do Barcelony.

51 procent

W maju 1992 roku, przed meczem ligowym Lech -- Olimpia, doszło do spotkania Górka -- Krzyżostaniak. Ten drugi zapamiętał je następująco: "Górka powiedział mi, że chciałby kupić Brzęczka i Mielcarskiego. Ja miałbym mu ułatwić to zadanie, za 2 miliardy złotych pod stołem. Powiedziałem, że nic z tego". Górka rozpoczął więc wkrótce podchody do władz Olimpii. Prezes klubu Jerzy Strzykała stwierdził, że Brzęczka i Mielcarskiego sprzedać nie może, ale ma inną propozycję -- jest do kupienia, za 15 miliardów starych złotych, cała sekcja piłkarska. Jeśli Górka zapłaci 51 procent tej kwoty, będzie mógł, razem ze swoim pełnomocnikiem Romanem Jakóbczakiem, wyrabiać sobie pieczątki z napisem: prezes sekcji piłki nożnej. Górce propozycja spodobała się. 15 lipca zawarto akt notarialny.

Górka zobowiązał się przez półtora roku utrzymywać sekcję piłkarską Olimpii Poznań. Wpłacił 3, 5 miliarda starych złotych w formie trzech czeków wystawionych na nazwisko Jerzego Strzykały oraz 4, 1 miliarda starych złotych na konto fundacji "Olimpia Basketball", finansującej poczynania koszykarek tego klubu. Dlaczego? "Takiej formy płatności domagał się Strzykała" -- mówi Górka. Jego pięciu prawników nie dostrzegło w tym żadnych niebezpieczeństw. Okazało się też, że wykazało ułomność w zakresie dodawania i mnożenia 15 miliardów. 51 procent od tej kwoty wynosi 7 miliardów 650 milionów złotych, a Górka zapłacił Olimpii o 50 milionów złotych mniej. Ten drobiazg okazał się potem bardzo ważny.

Wydarzenia nabrały tempa. Dwa dni po podpisaniu umowy, pijany Górka -- jak mówi Krzyżostaniak -- zjawił się w Olimpii i wypowiedział -- według Krzyżostaniaka -- następujące słowa: "Interesuje mnie pięciu ludzi: Brzęczek, Mielcarski, Stencel, Wojciechowski i Bocian. Wszyscy idą do Lecha. Reszta może wyp. .. ". Interesowało go również założenie stacji benzynowej na stadionie Olimpii. Po dwóch tygodniach zmienił zdanie co do "reszty" piłkarzy: zdecydował się oddać nieodpłatnie Warcie Poznań dziewięciu zawodników Olimpii. Miał powstać twór Warta -- Olimpia, grający w I lidze w miejsce Olimpii oraz supersilny Lech. Za 7 miliardów 600 milionów starych złotych Ryszard Górka stał się właścicielem piłkarzy, których ówczesna wartość rynkowa zdecydowanie przekraczała 20 miliardów.

Wszystko zmierzało ku likwidacji sekcji piłki nożnej w GKS Olimpia. Górka postanowił nie wysyłać drużyny na pierwszy w nowym sezonie mecz ligowy do Tarnobrzega. "Dał po 100 milionów złotych dwóm piłkarzom: Suchomskiemu i Bocianowi, żeby nie jechali na mecz. Trzeba było natychmiast pozbawić Górkę władzy" -- mówi Krzyżostaniak, który zdążył wrócić do klubu, zaalarmowany niedobrymi wiadomościami. Zebrali się działacze Olimpii i, z pomocą prawników PZPN, ustalili co następuje:

1. Ryszard Górka nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, gdyż miał prowadzić sekcję piłki nożnej Olimpii przez półtora roku, a już po miesiącu doprowadził praktycznie do jej likwidacji.

2. Przejął nieprawnie sekcję piłkarską Olimpii, gdyż podpisał umowę z dwoma członkami zarządu (Strzykałą i Januszem Kurczewskim) , a nie z całym zarządem.

3. Zgodnie z umową miał wpłacić 51 procent ustalonej kwoty, a w rzeczywistości wpłacił 50, 67 procent.

4. Tylko klub ma prawo do transferów zawodników, prezes sekcji nie może tego robić jednoosobowo.

5. Umowa z Górką zostaje rozwiązana w trybie natychmiastowym.

Na rozwój umiejętności

Ludzki odruch nakazuje, żeby w takim przypadku oddać Górce pieniądze, które zainwestował. "Nic z tego" -- mówi Krzyżostaniak, "za to, co zrobił Olimpii, nic mu się nie należy. Chciał rozwalić zespół. Traktował piłkarzy jak swoich poddanych. Poza tym, wpłacił 4, 1 miliarda na konto fundacji i zgodnie z prawem nie ma do tych pieniędzy absolutnie żadnych praw. Ja, żeby zebrać zespół z powrotem do kupy, musiałem wydać 4 miliardy złotych. Naprawa szkód po Górce wymagała więc kwoty o pół miliarda wyższej niż ta, którą wypłacił Jerzemu Strzykale".

Górce udało się przeprowadzić tylko jedną operację. Podpisał z Brzęczkiem bajeczną dla piłkarza pięcioletnią umowę sponsorską i wypożyczył go, za śmieszną sumę 150 milionów starych złotych, na jeden sezon do Lecha.

Oto fragmenty aktu notarialnego: "W zamian za dyspozycyjność sponsor -- Ryszard Władysław Górka przekazał panu Jerzemu Brzęczkowi kwotę 150 milionów złotych [. .. ]. Kwota ta przeznaczona jest na rozwój jego umiejętności piłkarskich. .. Pan Ryszard Górka przejmuje zobowiązania Jerzego Brzęczka wynikające z umowy zawartej przez Jerzego Brzęczka z Bolesławem Krzyżostaniakiem odnośnie przekazania 5 procent kwoty uzyskanej przez Jerzego Brzęczka z tytułu transferu na rzecz Bolesława Krzyżostaniaka. .. Ponadto pan Ryszard Władysław Górka zobowiązuje się do pokrycia należności wynikających z wykupu budynku mieszkalnego z dwoma garażami o powierzchni użytkowej łącznie około 230 metrów kwadratowych ze Spółdzielni Mieszkaniowej Czternastka w Poznaniu przy ulicy Browarnej. .. Prawo własności do budynku przeniesione zostanie bezpośrednio na Jerzego Brzęczka".

Od trzech lat Górka stara się ściągnąć dług, który, jego zdaniem, mu się należy i który urósł z powodu odsetek do 17 miliardów złotych. Od trzech lat Krzyżostaniak zdecydowanie odmawia przedsięwzięcia kroków pojednawczych w tej sprawie. Górka ma korzystny dla siebie, ogłoszony w lipcu 1994 roku, wyrok Piłkarskiego Sądu Polubownego, działającego przy PZPN. Krzyżostaniak nie uznaje wyroku tego sądu, gdyż ów wyrok nie ma mocy prawnej. Wszczęcie przed nim postępowania wymaga zgody dwóch stron, a on nigdy się na to nie zgodził. Spięcie Górka -- Krzyżostaniak spowodowało iskrzenie na linii Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki -- Polski Związek Piłki Nożnej, gdyż przewodniczący UKFiT Stefan Paszczyk, jako zwierzchnik organu założycielskiego wobec PZPN, 6 kwietnia br. zawiesił, a 29 kwietnia uchylił wyrok Sądu Polubownego. PZPN złożył wtej sprawie skargi do Naczelnego Sądu Administracyjnego, gdyż zdaniem prawników związku, prezes UKFiT nie może dokonywać kontroli wyroku Sądu Polubownego, który działa jedynie w ramach jednej organizacji i którego wyroki powinny mieć moc obowiązującą członków tej organizacji. W jaki sposób Krzyżostaniak potrafił przekonać przewodniczącego Paszczyka do swoich racji? Prawdopodobnie wykorzystał znajomości. Obiecał Markowi Pietruszce, byłemu sekretarzowi generalnemu związku, miejsce w składzie delegacji Olimpii na Walne Zgromadzenie Spawozdawczo-Wyborcze PZPN. Pietruszka zna zaś dobrze Jerzego Staronia, sprawującego obecnie m. in. funkcję doradcy przewodniczącego Paszczyka. Na przewodniczącego próbował również wpłynąć zdesperowany Górka, ale miał za słabe przebicie.

Oprócz stanowiska Sądu Polubownego, który uznał, że Krzyżostaniak powinien oddać Górce pieniądze (poprzez Poznański Klub Piłkarski Lech, na rzecz którego Górka scedował prawa do długu) , na Krzyżostaniaku ciąży kara trzyletniego odsunięcia od działalności w sporcie, nałożona na niego przez poprzednie prezydium i zarząd PZPN. Ale to już całkiem inna historia.

Krajobraz po Górce

Krzyżostaniak, po pozbyciu się Górki (prawie natychmiast w firmach prowadzonych przez tego ostatniego pojawili się kontrolerzy Urzędu Skarbowego i, jak twierdzi właściciel, dali mu spokój po pół roku) , postanowił przejąć i przywrócić do życia sekcję piłkarską GKS Olimpia. Otrzymał zgodę władz klubu, które miały dość kłopotów. Ze względu na to, że od tej pory utrzymanie piłkarzy spoczęło wyłącznie na jego głowie, dokonano kilku zmian w funkcjonowaniu sekcji. Uniezależniła się ona od klubu. Powstał Golęciński Klub Piłkarski Olimpia Bolplast, a prawa do wszystkich piłkarzy przeszły na nowo założoną Fundację Piłkarską Olimpia Futbol, której prezesem został Krzyżostaniak. Mając kilku niezłych zawodników i trochę gotówki zostawionej przez Górkę, prezes rozpoczął działalność. Jak jednak zdobyć co rok przynajmniej 15 miliardów złotych, potrzebnych na przeżycie? Trudno jest prowadzić drużynę, na mecze której przychodzi maksimum 500 osób, z czego połowa to funkcjonariusze policji. Krzyżostaniak nie miał znikąd pomocy. Musiał zdobywać pieniądze na różne sposoby.

Z poznańskiego Banku Spółdzielczego Rzemiosła wziął, na konto Bolplastu, kredyt w wysokości 5 mld 570 mln starych złotych. Nie spłacił z niego ani złotówki, a zadłużenie, z powodu odsetek, wzrosło niemal do 13 miliardów starych złotych. Krzyżostaniak twierdzi zaś, że wysokość kredytu wyniosła 8 miliardów starych złotych, z czego, jak twierdzi, spłacił połowę, wraz z odsetkami. Mówi, że pozostałych 4 miliardów nie udało mu się spłacić, gdyż nie mógł wyegzekwować od swoich wierzycieli spłaty długu o wiele większego. Podobno dużo pieniędzy włożył w działalność tajemniczego Polsko-Izraelskiego Towarzystwa Wspierania Inicjatyw Gospodarczych, które już nie istnieje, bo "kasa przestała się zgadzać". 3 tysiące poznańskich rzemieślników, którzy poprzez ten bank prowadzili rozliczenia i teraz nie mają żadnych szans na odzyskanie swoich pieniędzy, są bliscy załamania. Niektórzy twierdzą, że Krzyżostaniak go rozłożył, ale to tylko część prawdy. On był jednym z tych, którzy przyczynili się do jego bankructwa. Miesiąc temu zakończyło się śledztwo, prowadzone niemal od roku wobec trzech bankowych prominentów: prezesa zarządu, wiceprezesa zarządu i dyrektora.

Według "Głosu Wielkopolskiego", przewodniczący składu sędziowskiego Sądu Rejonowego był zmuszony umorzyć postępowanie, gdyż z kodeksu karnego skreślone zostały artykuły, z których byli oskarżeni. A pod nowe nie podlegali, gdyż prawo nie działa wstecz. Czyli -- nie znaleziono na nich paragrafu. Co ciekawe, w trakcie dochodzenia w tajemniczy sposób zaginęła imienna lista kredytobiorców. Tajemnicą poliszynela jest to, że żona jednego z oskarżonych wpłaciła na swoje prywatne konto w Wielkopolskim Banku Kredytowym 40 miliardów starych złotych.

Sprawa wróci jednak na wokandę Sądu Wojewódzkiego. Znaleziono w kodeksie karnym artykuły, pod które podlega działalność kierownictwa banku.

Kredyt za kredytem

Krzyżostaniak brał też inne kredyty -- z Krakowskiego Banku Mieszkaniowego 8, 5 miliarda starych złotych, z Pekao S. A. w Poznaniu 923 miliony starych złotych (dziś odsetki od tego kredytu wynoszą 8 miliardów złotych) , z Banku Rozwoju Budownictwa Mieszkaniowego w Poznaniu 1 miliard złotych. W kwietniu 1992 roku z warszawskiego oddziału RUCHU S. A. wziął towar, głównie papierosy, za 4, 75 miliarda złotych. Spłacił 2, 5 miliarda, resztę pieniędzy, wskutek ugody przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu, zobowiązał się spłacić, wraz z odsetkami, w czterech transzach. Ostatnia z nich miała wpłynąć we wrześniu 1993 roku. Nie wpłynęła do dziś.

Trochę gotówki zdobył Krzyżostaniak kosztem Ryszarda Janiaka, byłego reprezentacyjnego trójskoczka, potem prezesa Warty Poznań i biznesmena. Znali się od dawna, czasem prowadzili wspólne interesy, również na niwie sportowej. Janiak miał pozwolenie na sprowadzanie whisky, Krzyżostaniak również. Janiakowi pozwolenie się skończyło, Krzyżostaniak miał je nadal. Janiak opowiada, że przyszedł do Krzyżostaniaka i zaproponował interes: ja sprowadzę z Niemiec alkohol, ale zrobimy to tak, jakbyś ty go sprowadzał, bo przecież ty oficjalnie możesz to robić, a ja nie. Potem wspólnie go sprzedamy i podzielimy się zyskami.

Janiak sprowadził whisky za 40 tysięcy marek i umieścił ją w magazynie Krzyżostaniaka. Wartość tego alkoholu na polskim rynku wynosiła wtedy ok. 4 miliardów 750 milionów złotych, pomniejszonych o 900 milionów złotych z tytułu opłat celnych. Znalazł się kontrahent w Pile, ale trzeba mu było udowodnić, że alkohol nie jest trefny. "Dlatego -- mówi Janiak, wziąłem, za przyzwoleniem Krzyżostaniaka, ze sobą jego banderole i pojechałem do klienta. W drodze powrotnej, tuż przed wjazdem do Poznania, akurat mnie zatrzymała policja. Przeprowadzono rewizję samochodu i znaleziono banderole. Miałem je nielegalnie, gdyż ten, kto nie ma pozwolenia na import alkoholu, nie ma prawa mieć banderol. Osadzono mnie wraz z żoną w areszcie na 48 godzin. Prokurator wdrożył śledztwo. Na procesie przedstawiłem swoją wersję wydarzeń, Krzyżostaniak powiedział, że żadnego pełnomocnictwa mi nie udzielał i że działałem bez jego woli i wiedzy. Prokurator postanowił jednak umorzyć śledztwo, banderole trafiły z powrotem do Krzyżostaniaka. Do dziś spłacam 40 tysięcy marek niemieckiej firmie".

W ostatniej kolejce ligowej w 1993 roku Legia Warszawa grała na wyjeździe z Wisłą Kraków, a zdegradowana już do II ligi Olimpia występowała w Łodzi przeciwko ŁKS.

Dokończenie 5

Legia i ŁKS miały szanse na mistrzostwo. ŁKS wygrał 7:1, Legia wygrała 6:0 i zdobyła tytuł, który później PZPN jej odebrał. Dzień przed meczem w Krakowie pojawił się Krzyżostaniak. W hotelu "Dehmal" spotkał się na kolacji z trenerami Legii Januszem Wójcikiem i Pawłem Janasem oraz kilkoma innymi osobami. "Na temat meczów nie było żadnej rozmowy, gdyż towarzystwo było zbyt duże, nie zainteresowane sportem. .. Nie ukrywam, że zarówno opinia społeczności poznańskiej, jak i moja sympatia były po stronie Legii" -- mówi Krzyżostaniak. Dlaczego, będąc stroną zainteresowaną przebiegiem tych spotkań, akurat tego dnia przyjechał do Krakowa? "Powodem spotkania były sprawy czysto koleżeńskie. Z Wójcikiem znam się od czasów reprezentacji olimpijskiej, ponieważ łożyłem swoje pieniądze w sponsorowanie drużyny. Wiedząc, że będę w Krakowie w związku z moimi sprawami służbowymi, umówiłem się z nimi w tygodniu, że spotkamy się w przeddzień meczu".

Zastawieni w banku

Pieniędzy wciąż było mało. Utrzymanie klubu takiego jak Olimpia kosztuje rocznie przynajmniej 18 miliardów starych złotych. Sam trener Grzegorz Lato pobierał miesięcznie z kasy 100 milionów złotych. 2 kwietnia 1994 roku Krzyżostaniak nawiązał kontakt z Gliwickim Bankiem Handlowym. Zaproponował bankowi, że jego firma -- EEP sp. z o. o. przekaże weksel, który poręczą Fundacja Piłkarska Olimpia Futbol i Olimpia Bolplast. Weksel został wystawiony na kwotę 5 miliardów starych złotych i EEP zobowiązywała się go wykupić do 20 lipca 1994 roku. Miesiąc po przekazaniu weksla, Krzyżostaniak pozbył się wszystkich udziałów w EEP. Fundacja, w ramach poręczenia, przekazała do dyspozycji banku tzw. karty sztywne 7 zawodników Olimpii -- Mielcarskiego, Szymkowiaka, Jaskota, Grada, Soczyńskiego, Jedynaka i Suchomskiego oraz umowy transferowe tych piłkarzy, podpisane przez Krzyżostaniaka in blanco. Bank wskazał Piotra Wernera, sędziego i działacza piłkarskiego, a także członka Rady Nadzorczej GBH jako swego pełnomocnika w tej sprawie. Bank przekazał na konto Wernera 5 miliardów złotych, a ten, jak twierdzi, po odliczeniu ustawowych odsetek, przelał je na konto Krzyżostaniaka. Werner określił rynkową wartość zastawionych piłkarzy na co najmniej 10 miliardów starych złotych.

Paragraf 6 umowy brzmiał: "W przypadku nie zwrócenia kwoty 5 miliardów złotych inwestorowi strategicznemu (czyli Wernerowi -- przyp. K. G. ) w terminie, Fundacja Piłkarska Olimpia Futbol upoważnia inwestora strategicznego do dokonania transferów czasowych i definitywnych ww. sportowców oraz pobrania i zatrzymania na własność wszelkich należności uzyskanych z tych transferów do wysokości roszczenia". Paragraf 7 głosił: "Olimpia Futbol pozostawia inwestorowi strategicznemu całkowitą swobodę w ustaleniu warunków finansowych transferów".

Do 20 lipca weksel nie został przez Krzyżostaniaka wykupiony. GBH skierował weksel do wykupu w banku, w którym prowadził swoje rozliczenia Krzyżostaniak -- Wielkopolskim Banku Kredytowym. WBK odparł, że na koncie Krzyżostaniaka nie ma wystarczającej ilości pieniędzy do wykupienia weksla. Werner zadzwonił do Luksemburga, gdzie wtedy przebywał dłużnik. Krzyżostaniak prosił o przełożenie daty wykupu weksla do 31 października. Kolejny termin nie został jednak dotrzymany. Werner zaczął więc poszukiwania kontrahentów na zastawionych piłkarzy. Zainteresowanie wyraził Widzew Łódź. 3 listopada Andrzej Pawelec i Ismat Koussan, prezes i członek Rady Nadzorczej Widzew S. A. wykupili weksel, uzyskując prawa do trzech zawodników: Mielcarskiego -- suma wpisana na umowie transferowej -- 4 miliardy złotych, Jaskota -- 1 miliard złotych oraz 17-letniego Szymkowiaka -- 713 milionów złotych. Jaskot i Szymkowiak w ogóle nie wiedzieli, że zostali sprzedani w ten sposób. Karty pozostałych czterech zawodników oraz cztery umowy in blanco, Werner zwrócił Krzyżostaniakowi po jego powrocie.

Wściekłość

Ten był wściekły, że jego trzej najlepsi piłkarze zostali sprzedani za tak niską kwotę (kilka tygodni temu Widzew sprzedał Mielcarskiego do FC Porto za milion dolarów) . 9 stycznia 1995 roku odwołał się do prezydium zarządu PZPN: "Wspomniane dokumenty powstały w określonej fazie z pogwał-