logo archiwum

Autor G.R. Leszek Kraskowski
Tytuł Tajemnice fortuny Andrzeja Pawelca
Podtytuł Właściciel Widzewa podejrzany o zagarnięcie 360 tys. dolarów
Data wydania 2000.03.04
Dział gazeta/Publicystyka, Opinie


Właściciel Widzewa podejrzany o zagarnięcie 360 tys. dolarów

Tajemnice fortuny Andrzeja Pawelca

Zarzut zagarnięcia mienia znacznej wartości na szkodę firmy Complex oraz fałszowania dokumentów postawiła Prokuratura Okręgowa w Łodzi znanemu biznesmenowi Andrzejowi Pawelcowi. W marcu ubiegłego roku "Rzeczpospolita" jako pierwsza opisała mechanizm oszustw podatkowych, dzięki którym Complex uniknął zapłacenia 7,5 mln złotych podatku dochodowego.

W latach 1990 - 1994 Pawelec zarządzał firmą polonijną Complex Ryszarda Szylhabela, której był cichym udziałowcem. Była to pierwsza prywatna wytwórnia wina w Polsce; zasłynęła jako producent wermutów Cin-Cin. Complex był zwolniony z płacenia podatku dochodowego przez trzy lata, pod warunkiem że jedną trzecią zysków przeznaczy na inwestycje. "Rzeczpospolita" posiada dokumenty, z których wynika, że nakłady na inwestycje fałszowano. Przykładem tego jest umowa między Compleksem a Alco International z Liechtensteinu z grudnia 1990 roku, na której widnieje podpis Andrzeja Pawelca. Kontrakt dotyczył zakupu licencji na wytwarzanie koktajli alkoholowych. Zawarty był najprawdopodobniej po to, aby wyprowadzić pieniądze z firmy, zaś licencje były fikcyjne. W dniu podpisywania kontraktu spółka z Liechtensteinu nie istniała. 360 tysięcy dolarów dla Alco International przelano rzekomo z konta Ryszarda Szylhabela w Otto Schuermann Bank, lecz bank ten zapewnia, że nigdy nie prowadził takiego konta.

Śledztwo w sprawie Compleksu łódzka prokuratura prowadziła od 1995 roku. Doniesienie złożył Ryszard Szylhabel, który twierdził, że z jego firmy wyprowadzono 6 milionów marek. Wczoraj Szylhabel powiedział "Rz", iż szacuje swoje straty na 15 mln marek, wliczając w to maszyny i urządzenia przywłaszczone przez Pawelca.

"W ciągu trzech lat nie przesłuchano Andrzeja Pawelca, co może sugerować, że prokurator wolałby widzieć go w charakterze podejrzanego, a nie świadka" - pisała "Rz" 13 marca 1999 r. w artykule "Complex Andrzeja Pawelca".

- Andrzejowi P. zostały przedstawione zarzuty związane z zagarnięciem mienia znacznej wartości oraz poświadczenia nieprawdy w dokumentach - powiedziała "Rz" Maria Świetlicka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Odmówiła jednak podania szczegółów, zasłaniając się charakterem śledztwa. Zostało ono objęte klauzulami tajności przewidzianymi ustawą o ochronie informacji niejawnych. W sprawie podejrzane są jeszcze dwie inne osoby, byli pracownicy Compleksu.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, iż Pawelcowi postawiono zarzut fałszowania dokumentów i nakłaniania pracowników księgowości do fałszerstw. Zarzucono mu również, że w styczniu 1993 roku zagarnął z firmy 360 tysięcy dolarów. Prokuratura oczekuje na pomoc prawną z Liechtensteinu i Szwajcarii, aby uzyskać kolejne dowody w sprawie i rozszerzyć listę zarzutów. Pawelec nie został aresztowany, bierze udział w czynnościach śledztwa.

Andrzej Pawelec po konsultacji ze swoim prawnikiem Grzegorzem Łobodą zgodził się, aby media podały jego imię i nazwisko. W Radiu Łódź powiedział wczoraj, że jest przyzwyczajony do tego, iż wylewa się na niego kubły pomyj. Oświadczył, że wygrał w Berlinie proces o zniesławienie, który wytoczył Szylhabelowi i że to jego dawny wspólnik jest mu winien pieniądze, a nie odwrotnie.

- Nie przegrałem z Pawelcem żadnego procesu. To absurd - powiedział "Rz" Szylhabel.

Trzeci z dawnych współwłaścicieli Compleksu Stanisław P., znany również jako "inżynier VAT", wyszedł z aresztu w październiku 1999 roku dzięki poręczeniu majątkowemu w wysokości 16,5 mln złotych, co było rekordem w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu podejrzewa go o udział w szajce, która wyłudziła z urzędów skarbowych 70 milionów złotych podatku VAT. "Łańcuszek VAT" nie ma jednak nic wspólnego ze sprawą oszustw podatkowych w Compleksie.

Leszek Kraskowski, G.R.

Andrzej Pawelec był już w przeszłości karany. W czerwcu 1985 r. został skazany na trzy lata pozbawienia wolności za przemyt sztruksu i teksasu oraz wręczanie łapówek celnikowi. W 1991 r. założył spółkę Cin-Cin oraz zainwestował pieniądze w klub piłkarski Widzew Łódź. Był wiceprezesem PZPN. W 1993 r. kapituła Polskiego Klubu Biznesu obwołała go biznesmenem roku.

Firma A&K Pawelec Holding popadła w poważne tarapaty finansowe i musiała sprzedać markę Cin&Cin. Pawelec ma luksusową willę na Sardynii, posiadłość w Chociszewie k. Łodzi oraz zabytkową luksusową willę "Ustronie" w podwarszawskim Konstancinie.