logo archiwum

Autor Krzysztof Wyrzykowski
Tytuł Propozycja nie do przyjęcia
Podtytuł Widzew - Monaco: Przerwana transmisja i skandal we Francji
Data wydania 1999.10.23
Dział gazeta/Sport


WIDZEW - MONACO

Przerwana transmisja i skandal we Francji

Propozycja nie do przyjęcia

  • Dlaczego Francuzi nie zobaczyli meczu Widzew - Monaco
  • Monsieur Pawelec - felieton Mirosława Żukowskiego
  • Po 25 minutach gry telewidzowie programu France 2 Télévision zostali pozbawieni obrazu z meczu

    FOT. MARIAN ZUBRZYCKI

    KRZYSZTOF WYRZYKOWSKI

    "L'Equipe" z Paryża

    Prezes Widzewa Andrzej Pawelec stał się wczoraj postacią niezwykle popularną we Francji. Chodziło oczywiście o skandal związany z przerwaniem telewizyjnej transmisji z meczu Widzew Łódź - AS Monaco w Pucharze UEFA. Zanosi się na duże finansowe kary. Już dziś mówi się, że sprawa przybierze niekorzystny dla Widzewa obrót.

    W czwartek, po 25 minutach gry na stadionie w Łodzi, telewidzowie programu France 2 Télévision (jest to kanał telewizji publicznej) zostali pozbawieni obrazu z meczu, a głos komentatorów (Pierre Sled, z pochodzenia Polak, i słynny przed laty pomocnik Alain Giresse) uzupełniono barwnymi pasami z napisem Wizja TV. Zdziwieni komentatorzy francuscy otrzymali na miejscu informacje, że obraz został "zdjęty", gdyż telewizja francuska nie opłaciła praw do transmisji. Ale oczywiście to jest dopiero początek sprawy. We Francji odebrano tę suchą informację i brak obrazu jako kompromitację telewizji publicznej. Oczywiście rodzimej, a nie polskiej. A ponieważ, jak wszędzie na świecie, walczy ona z komercyjną konkurencją, jej szefowie nie pozostawią sprawy w tak niekorzystnym dla siebie stadium. Wiele wskazuje na to, że Monsieur Pawelec, jak piszą i mówią Francuzi, nie tylko przejmie na siebie całe kompromitujące odium, ale także poniesie finansową karę.

    "Jeśli jest to droga, którą polska telewizja chce kroczyć do Europy, to założenie jest z gruntu złe" - usłyszałem w jednym z radiowych komentarzy, choć nie wiadomo tak naprawdę, czy ktokolwiek poza łódzkim klubem maczał w tym skandalu palce. Paryskie dzienniki "Libération" i "Le Parisien" informują obszernie o incydencie, cytując wieczorny komunikat France Télévision, zapewniający o tym, że wszelkie zobowiązania finansowe zostały spełnione i że stacja dochodzić będzie swych praw na drodze sądowej, jeśli zajdzie tego potrzeba.

    Najobszerniejszą informację zamieściła "L'Equipe", wyjaśniając procedurę, jaka towarzyszy negocjacjom praw do telewizyjnych transmisji. "System jest sprawdzony od wielu lat" - pisze Etienne Moatti, dziennikarz specjalizujący się w sprawach telewizji. Prawa retransmisji spotkań o Puchar UEFA z udziałem francuskich klubów negocjuje Jean-Claude Darmon (jest to pośrednik działający od wielu lat na rynku piłkarskim). W sezonie 1999/2000 prawa do transmisji zakupiła kodowana stacja Canal Plus, która będzie nimi dysponowała także podczas dwóch następnych sezonów. Ale Canal Plus, transmitujący także spotkania Ligi Mistrzów, nie ma miejsca w swym programie na mecze UEFA na tym szczeblu rozgrywek. I Darmon, za zgodą Canalu Plus, negocjuje prawa do niektórych transmisji z France Télévision lub z Eurosportem. Tak też stało się w przypadku łódzkiego meczu, którego transmisją zainteresowana była France 2. Przytaczając słowa Darmona, dziennikarz "L'Equipe" pisze: "Łódzki klub sprzedał nam zarówno prawa do transmisji, jak i miejsca reklamowe wokół stadionu. W czwartek rano pomagano nam nawet w instalowaniu naszych reklam. Kontrakt z 14 października został podpisany przez pana Andrzeja Pawelca. Opiewał łącznie - za transmisję i 12 plansz reklamowych - na kwotę 105 000 dolarów. 18 października gwarancja bankowa została przekazana, o czym świadczy pokwitowanie strony polskiej".

    Cóż więc wydarzyło się w ciągu kilku godzin poprzedzających łódzkie spotkanie? Oto wyjaśnienie, jakie złożył francuski negocjator. Zdaniem Darmona, nastąpiło "przebicie" warunków finansowych ze strony konkurencji. Lepsze warunki od tych, które zawarto w kontrakcie, zaoferowała gospodarzom w dniu meczu UFA. "W dniu meczu, dokładnie o 12.38 otrzymaliśmy fax, w którym poinformowano nas, że prawa do meczu zostały ostatecznie odstąpione UFA, a ta z kolei zaoferowała je Darmonowi pod warunkiem, że zakupi on także prawa do całego pakietu obejmującego pięć innych spotkań. Oczywiście była to propozycja nie do przyjęcia".

    Prezydent klubu AS Monaco, Jean-Louis Campora, skomentował całe wydarzenie w dwóch zdaniach: "Zakładnikami zostali telewidzowie. Żeby zarobić parę groszy więcej, pan Pawelec zgodził się na podbijanie ustalonej ceny. Jest to proceder, który potępiam, a całą sprawę przedstawię na posiedzeniu UEFA, w nadziei że tego rodzaju praktyki nie powtórzą się".

    PRAWA TELEWIZYJNE

    Dlaczego Francuzi nie zobaczyli meczu Widzew - Monaco

    Kto tu rządzi

    Polscy telewidzowie obejrzeli czwartkowy mecz Widzew - AS Monaco w całości, za pośrednictwem stacji Wizja Sport. Telewidzowie francuscy mogli oglądać tylko 25 minut meczu. Andrzej Placzyński, dyrektor firmy UFA Polska, pośrednika na rynku praw telewizyjnych, mówi, że właściwie nie powinni obejrzeć ani minuty transmisji, ponieważ centrala UFA w Hamburgu i pośrednik francuski nie doszli do porozumienia w sprawie sprzedaży tego meczu.

    Prawa do handlowania prawami telewizyjnymi z meczów pucharowych Widzewa mają: niemiecka firma CWL, należąca do byłego świetnego piłkarza Guenthera Netzera (transmisje na Europę i świat), oraz UFA (transmisje na Polskę). Mecze Widzewa w Polsce pokazuje od dłuższego czasu Wizja Sport. "To długoterminowa umowa - mówi ÇRzČ Władysław Puchalski, dyrektor Wizji Sport. - Kupiliśmy od UFA pakiet, w skład którego wchodzą również pucharowe mecze Widzewa. Podczas meczu z AS Monaco mieliśmy na stadionie swoje kamery i wóz transmisyjny, w którym generowaliśmy sygnał telewizyjny i wysyłaliśmy go na Polskę. Nie do nas należy organizacja łącz za granicę. To leży w gestii UFA. My po prostu odstępujemy jej swój sygnał telewizyjny, a oni, poprzez satelitę, przesyłają go do kraju, który kupił transmisję. Z Widzewem mieliśmy dotąd jedno spięcie, w tym sezonie przed meczem o awans do Ligi Mistrzów z Fiorentiną. Prezes Andrzej Pawelec zapowiadał, że nie wpuści nas na stadion. W końcu, kilka godzin przed meczem, ustąpił. W czwartek nie mieliśmy żadnych kłopotów. Zrobiliśmy to, co chcieliśmy i co do nas należało. O resztę proszę pytać UFA. Muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o Widzew, często gubię się, kto tam jest prezesem i kto decyduje."

    CWL, która odkupiła prawa telewizyjne na Europę i świat od Andrzeja Grajewskiego, największego udziałowca Widzew S.S.A. i rzeczywistego posiadacza tych praw, zaczęła negocjować z Jeanem-Claude'em Darmonem, działającym w imieniu publicznej telewizji francuskiej. (Grajewski ma też prawa do sprzedaży reklam wokół boiska.) Negocjacje nie przyniosły skutku, poszło o cenę. W dniu meczu, 7 godzin przed jego rozpoczęciem, CWL przekazała swoje prawa do tego spotkania centrali UFA w Hamburgu. Nic w tym dziwnego, bo CWL i UFA często współdziałają. Półtorej godziny później UFA wystosowała swoją ofertę do Darmona. Nie została ona przyjęta. "W związku z tym, że negocjacje nie powiodły się, Francuzi nie mieli prawa pokazania choćby minuty z tego meczu - mówi ÇRzČ Andrzej Placzyński. - Procedura techniczna w takim przypadku jest prosta: UFA poinformowała CWL, że nie osiągnęła porozumienia z Francuzami, CWL z kolei powiadomił EBU (stowarzyszenie europejskich nadawców telewizyjnych) i Wizję Sport, że nie mają prawa wyprodukować sygnału ani przesłać go satelitarnymi łączami. EBU wyłączyła łącza i tyle. Nie wiem, jak to się stało, że obraz docierał do Francji przez 23 minuty. Nie powinien w ogóle dotrzeć. Nie mieliśmy pojęcia, że, jak twierdzi strona francuska, Andrzej Pawelec podpisał z Darmonem umowę kilka dni przed meczem."

    "Nie podpisywałem z Francuzami żadnej umowy na transmisję meczu. Chodziło tylko o reklamy na bandach, które własnymi siłami mogliśmy zainstalować wokół boiska - powiedział ÇRzČ Pawelec. - Francuzi zgłosili się rzeczywiście do klubu, że chcieliby przeprowadzić transmisję. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie, ale muszą się w tej sprawie porozumieć z UFA, bo my sami nie jesteśmy w stanie wyprodukować sygnału. UFA przysłała mi pismo, żeby nie brać udziału w negocjacjach, bo oni sami to załatwią. Ustaliliśmy z Andrzejem Grajewskim i UFA, że zawieszamy broń. Tym razem nie miałem z tym nic wspólnego. Francuzi nie obejrzeli meczu, ale nie dlatego, że Pawelec przeciął kabel. Nie potrafili dogadać się z UFA. Mnie też włosy na głowie stanęły, gdy dowiedziałem się, że nie było transmisji. Nie boję się procesu, który zapowiadają Francuzi. Mam czyste ręce."

    Krzysztof Guzowski

    FELIETON

    Monsieur Pawelec

    MIROSŁAW ŻUKOWSKI

    Wszystko wskazuje, że Andrzej Pawelec, kultowa postać polskiego futbolu, zatęsknił za międzynarodową sławą. Trzeba też przyznać, że w wersji eksportowej pozostał wierny swej ugruntowanej w Polsce reputacji. Sławę w Paryżu Pawelec zdobył dzięki twórczemu rozwinięciu fortelu Zagłoby, sprzedał mianowicie naiwnym Francuzom coś, czym handlować nie miał prawa.

    Pawelec od dawna jest czarnym charakterem polskiej piłki nożnej, ale tym co odróżnia go od pozostałych bohaterów romansu z piłką w tle, jest trwałość. O tamtych panach, pionierach futbolowego biznesu w Trzeciej Rzeczpospolitej (Kozubal, Krzyżostaniak, Górka, Baranowski, Stajszczak, Duda - przepraszam z góry tych, których pominąłem), już dawno zapomnieliśmy, tymczasem Pawelec trwa, choć komornik puka do drzwi, a wierzyciele ciągają go po sądach. Do niedawna był nawet wiceprezesem PZPN, a ostatni zjazd na fali odnowy zrobił go członkiem prezydium tej wielce dla polskiego futbolu zasłużonej organizacji. Edyta Górniak śpiewa mu na urodzinach "Happy birthday", a goście z eleganckiego świata popijają wino "Cin-Cin" przy basenie pawelcowego pałacu w Konstancinie.

    Teraz to wszystko może jednak się skończyć, bo Pawelec zadarł z jednym z najpotężniejszych ludzi sportowego biznesu w Europie, Jeanem-Claudem Darmonem. Kiedy Francuzi zdobyli mistrzostwo świata, dziennikarze znający ten sport od kuchni mówili wprost, że złoty medal byłby możliwy bez trenera Aime Jacqueta, nawet bez Zinedine'a Zidane'a, ale na pewno nie byłby możliwy bez tego, co zrobił Darmon dla finansowego bogactwa francuskiej piłki. To ten człowiek - bezwzględny i znający jak mało kto wilcze prawa tego rynku - został wykiwany przez łódzkiego biznesmena w stylu znanym z filmu "Żądło".

    Dopiero teraz przyjdą dla Widzewa trudne dni, klub nie ma niczego oprócz piłkarzy i długów, a gotów jestem się założyć, że wszystkie ziemskie dobra pana Pawelca są już przepisane na ludzi, którzy swoim majątkiem nie odpowiadają za jego podpisy.

    Ciekawe, co jeszcze musi się stać, by monsieur Pawelec trafił tam, gdzie jest jego miejsce.