logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski
Tytuł Stare drzewo w Warszawie
Podtytuł Zbrojenia w Legii, Wiśle i Polonii - Pawelec rządzi w Widzewie
Data wydania 2000.02.04
Dział gazeta/Sport


TRANSFERY PO POLSKU

Zbrojenia w Legii, Wiśle i Polonii - Pawelec rządzi w Widzewie

Stare drzewo w Warszawie

Kiedyś rywale, dziś koledzy - od lewej: Marek Citko, Jacek Zieliński i Jacek Bednarz.

FOT. MARIAN ZUBRZYCKI

Wyjątkowo dużo transferów przeprowadziły w przerwie zimowej polskie kluby piłkarskie, a to jeszcze nie koniec polowania. Zbroją się drużyny, które po rundzie zimowej zajmują czołowe miejsca i zamierzają walczyć o mistrzostwo. Prezesi, którzy w kasie widzą dno, pozbywają się najlepszych zawodników, a w ich miejsce ściągają piłkarzy trzecioligowych lub niepotrzebnych w innych klubach.

Najsprytniej na transferowym polu zachowuje się Polonia Warszawa. Zgodnie z zasadą, wpojoną przez Jerzego Engela, który długo był w tym klubie alfą i omegą, wydawanie wielkich pieniędzy na przeciętnych piłkarzy to nie sztuka. Polonia z reguły jest pierwsza tam, gdzie są jakieś zawirowania wokół zawodnika i gdzie można liczyć na znaczne upusty. Dzięki talentom negocjacyjnym rok temu udało jej się sprzedać Litwina Grażvydasa Mikulenasa do Croatii Zagrzeb za przesadnie wysoką kwotę - 2 mln marek. Ten napastnik nie był aż tyle wart, czego dowiodły jego niepowodzenia, gdy starał się znaleźć miejsce w pierwszym składzie. Mikulenas znów jest w Polonii, bo został, za darmo, wypożyczony z Croatii.

Tomasz Kiełbowicz był w rundzie jesiennej jednym z podstawowych graczy Widzewa. Okazało się jednak, że był do tego klubu tylko wypożyczony, a właścicielem jego karty zawodniczej jest biznesmen z Częstochowy. Widzew nie zapłacił za niego wszystkich pieniędzy, nie miał też środków, żeby wypożyczenie przedłużyć, więc biznesmen sprzedał Kiełbowicza do Polonii. Podobnie miała się rzecz z Maciejem Bykowskim. Stomil Olsztyn zapłacił za jego wypożyczenie Opałowi Lubosz kolosalne pieniądze (ok. 700 tysięcy złotych), ale wpłaty ostatniej raty nie dokonał w terminie, więc Bykowski znów stał się bezrobotnym piłkarzem Opału, bo przecież w piątej lidze grał nie będzie. Szybko zjawiła się Polonia i go zabrała. Albo przypadek Tomasza Wieszczyckiego. Gdy Antoni Ptak ujawnił swój plan: "Wszyscy w ŁKS są na sprzedaż", Polonia stała pierwsza w kolejce. Swoją drogą, kiedy wreszcie w polskiej piłce skończy się ten paranoiczny stan, że karty zawodnicze niezłych piłkarzy należą do prywatnych osób lub klubów z piątej ligi? W zakresie handlu i podpisywania umów z piłkarzami potrzebne są rozwiązania systemowe. Nad jednolitym wzorem umów pracuje Zbigniew Boniek, ale spodziewany jest silny opór niektórych prezesów "zaściankowców".

Na podstawie transferów, przeprowadzonych przez Legię Warszawa, można wysnuć dwa wnioski: trener Franciszek Smuda jest bardzo przywiązany do piłkarzy, z którymi odnosił sukcesy w Widzewie, a koreańscy sponsorzy zaczęli wyjmować pieniądze bez zmrużenia oka, co w przeszłości zdarzało im się nieczęsto. Smuda powiedział, że ma być Marek Citko, i jest. To samo z Pawłem Wojtalą, Tomaszem Łapińskim i Rafałem Siadaczką. Smudzie sprzyjały układy. Są dobrymi kolegami z Andrzejem Grajewskim, jeszcze z czasów widzewskich. Grajewski postanowił raz na zawsze zwinąć swój interes w Widzewie. Doszedł do porozumienia z prezesem Andrzejem Pawelcem, że weźmie pieniądze z transferów kilku piłkarzy, a w zamian zrezygnuje z ponad 50 procent akcji spółki oraz wszelkich praw reklamowych i telewizyjnych, a także z praw do sprzedaży kolejnych zawodników. Najpierw do Niemiec wyjechał Artur Wichniarek, za 3 mln marek. Potem dla Legii, również za 3 mln marek, przygotowano pakiet Citko - Mirosław Szymkowiak. Ten ostatni uparł się, żeby zostać w Łodzi, więc zamieniono go w pakiecie na Łapińskiego. Smudzie sprzyjały jeszcze osobiste radości lub żale piłkarzy. Citko ma żonę z Warszawy, a Wojtala i Siadaczka nie czuli się szczęśliwi w klubach zagranicznych. Nawet Łapiński przestał grać rolę starego drzewa, które zapuściło korzenie, gdy usłyszał o planach Smudy.

Na papierze te nazwiska robią wrażenie. Pytanie tylko, czy tych piłkarzy stać na grę taką, jak przed kilkoma laty. Ostatnie dwa sezony Citko, Wojtala i Łapiński mogą spisać na straty. Może Smuda wtłoczy w nich nowe życie. W każdym razie, wobec coraz większych niepewności, czy bramkarz Grzegorz Szamotulski wyjedzie do PAOK Saloniki (ustalono kwotę odstępnego na milion marek, ale Legia domaga się gotówki w jednej racie, na co nie chcą się zgodzić Grecy), szykuje się w Legii superteam w składzie: Szamotulski, Wojtala, Łapiński, Zieliński, Murawski, Karwan, Majewski, Czereszewski, Siadaczka, Citko, Mięciel. Taka drużyna mogłaby wystąpić jako reprezentacja Polski.

Równie dobrzy piłkarze są tylko w Wiśle Kraków. Jej sponsor, "Telefonika", nie zwraca uwagi na lekkie poparzenia i nadal tryska entuzjazmem potrzebnym do budowy drużyny liczącej się w Europie. Wciąż inwestuje. Kupiła, za ponad milion marek, obrońcę Arkadiusza Głowackiego z Lecha Poznań. Wcześniej, za 2 mln marek, przyszedł Maciej Żurawski z Lecha i za milion marek Kamil Kosowski z Górnika Zabrze. Zastawiła też sidła na kilku juniorów z drużyny 17-latków, która zdobyła wicemistrzostwo Europy. Ze wszystkimi zawodnikami podpisuje długoletnie kontrakty, co nie wszystkim się podoba, ale gdzie iść, jak nie do Wisły, skoro tam możne być eldorado.

W latach 1995 - 97 w polskiej lidze była dwuwładza Widzew - Legia. Kolejne dwa sezony to dominacja Wisły. Teraz zanosi się na triumwirat Legia - Wisła - Polonia, na który spoglądać będzie z boku Ruch Chorzów, lider po rundzie jesiennej. Ruch ma niezłych piłkarzy, mądrego trenera i pustki w kasie. Pustki mogą się okazać najważniejsze.

Krzysztof Guzowski