logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski
Tytuł Lepsza gra niż wynik
Podtytuł Widzew w Lidze Mistrzów
Data wydania 1996.12.06
Dział gazeta/Sport


Widzew w Lidze Mistrzów

Lepsza gra niż wynik

Widzew przegrał z Atletico w swoim ostatnim meczu Ligi Mistrzów, w sześciu spotkaniach zdobył 4 punkty, zajął w grupie trzecie miejsce, ale nie sprawił zawodu. Legia w zeszłym sezonie zdobyła 7 punktów i grała w ćwierćfinale. Osiągnęła więc lepszy wynik, ale jej gra mniej się podobała.

Mistrz Polski drogo zapłacił za nieliczne chwile słabości. Praktycznie każdy taki moment przeciwnicy bezlitośnie wykorzystywali. Przypomnijmy: w pierwszym meczu z Borussią oba gole padły po podaniach Michalskiego do przeciwników. Przeciwko Atletico w Łodzi nie mogli zagrać kontuzjowani Łapiński oraz Czerwiec i nie miał ich kto zastąpić. W Bukareszcie przeciwko Steaui zespół zagrał źle taktycznie i został ukarany w ostatnich minutach. W rewanżu było już o wiele lepiej -- padły trzy gole, w tym dwa uznane przez sędziego. Z Borussią w Łodzi Widzew prowadził 2:1, jednak o remisie rozstrzygnęło cwaniactwo Niemców. Z Atletico Widzew rozegrał chyba najlepszy mecz w Lidze Mistrzów, ale co z tego, skoro nie wykorzystał pięciu okazji na strzelenie gola. Hiszpanie mieli dwie takie okazje, a wykorzystali jedną, głównie dzięki bezmyślności bramkarza i muru obrońców.

Na grę Widzewa patrzyło się jednak z dużą przyjemnością. Nawet w tym najsłabszym meczu, przeciwko Atletico w Łodzi, był moment radości, gdy Citko popisowo przelobował bramkarza strzałem z 40 metrów. Ani razu mistrz Polski nie chował się po kątach. Co najważniejsze, ta drużyna, kierowana przez Franciszka Smudę, znalazła swój styl, który można określić jako "niemiecki z elementami folkloru". Ten folklor głównie dotyczy Marka Citki. Niewielu jest w Europie dryblerów tej klasy. Gdyby jeszcze co trzecia jego kiwka miała większy sens niż dryblowanie dla dryblowania. .. Znakomicie grał skazany wcześniej na zapomnienie Sławomir Majak. Jego rajdy podnosiły ludzi z foteli. Gdyby jeszcze umiał kończyć swoje akcje. .. Ale nie narzekajmy. Przez rok, dzięki pieniądzom trzech prezesów oraz głowie Smudy, powstała drużyna średniej europejskiej klasy, którą śmiało można posłać w bój, na przykład do Bundesligi. Na pewno Widzew z 1996 roku zająłby w niej miejsce w czołowej ósemce. Ten zespół, żeby zaistnieć jeszcze okazalej w Lidze Mistrzów, potrzebuje kolejnych dwóch -- trzech wzmocnień i zatrzymania piłkarzy, którzy są w klubie.

Wszystko zależy od tego, czy prezesom starczy cierpliwości i pieniędzy. Jedno z drugim jest ściśle powiązane. Panowie Grajewski, Pawelec i Koussan, mimo wypłaty z kasy UEFA w wysokości ponad 4 mln franków szwajcarskich, mogą w każdej chwili stwierdzić, że wydali już wystarczająco dużo i że przyszła pora na wpłaty do kasy. To będzie oznaczać wyprzedaż. Chętnych nie brakuje. Czerwiec ma dobre propozycje z Francji. Na Citkę już od dłuższego czasu patrzą łakomie potentaci z Zachodu. Włoska prasa właśnie doniosła, że Inter Mediolan chce zaproponować Widzewowi 1, 3 mln dolarów, a Atletico Madryt jest skłonne zapłacić nawet dwa razy tyle. Na Łapińskiego też szybko znajdzie się amator, gdy rozejdzie się wieść, że w Widzewie można kupować piłkarzy. Odejdzie również Wojtala, któremu kończy się wypożyczenie z Lecha. Poznański klub podobno żąda 1, 5 mln złotych za tego naprawdę bardzo dobrego obrońcę. W ten sposób znikną najważniejsze postacie, a rezerwowi nie wypełnią luki. Oby z prezesów nie wyparował zapał do tworzenia w Łodzi dobrej piłki.

Krzysztof Guzowski