logo archiwum

Autor Krzysztof Guzowski Stefan Szczepełek
Tytuł Życie klubowe
Podtytuł Ekstraklasa
Data wydania 2001.07.20
Dział gazeta/Magazyn
Artykuł w ROL Życie klubowe


EKSTRAKLASA

Życie klubowe

SYTUACJA FINANSOWA KLUBÓW MA OCZYWISTY ZWIĄZEK Z WYNIKAMI ICH DRUŻYN. ALE DZIŚ WARTOŚCI KLUBU NIE OKREŚLA SIĘ WYŁĄCZNIE NA PODSTAWIE STANU KASY, ALE I WEDŁUG TEGO, JAKĄ MA STRUKTURĘ, CZYM DYSPONUJE, CO POSIADA NA WłASNOŚĆ, A CO DZIERŻAWI LUB WYPOŻYCZA. JEŚLI PREZES KLUBU MA MOCNĄ POZYCJĘ W MIEŚCIE I ZNA KOGO TRZEBA W POLSCE - JEST MU ZNACZNIE ŁATWIEJ DZIAŁAĆ.

KRZYSZTOF GUZOWSKI, STEFAN SZCZEPŁEK

Dziesięć klubów I ligi to spółki akcyjne: Legia Warszawa, Wisła Kraków, Pogoń Szczecin, Polonia Warszawa, GKS Katowice, Śląsk Wrocław, Widzew Łódź, Zagłębie Lubin, Groclin Grodzisk Wielkopolski i Górnik Zabrze. Jako stowarzyszenia działają Amica Wronki, Stomil Olsztyn, Ruch Chorzów, Odra Wodzisław, KSZO Ostrowiec i Fameg Radomsko. Spółki akcyjne powinny, zgodnie z prawem, przedstawiać swoje roczne bilanse finansowe w sądach rejestrowych. Próżno ich jednak tam szukać. Wszystko zależy od widzimisię udziałowców i prezesów. Stowarzyszenia nie muszą publicznie ujawniać stanu kasy, ale niektórzy prezesi to robią. Nie ma więc reguły. Budżety klubów, bez względu na kaprysy decydentów, staną się jawne dopiero po wprowadzeniu przez PZPN licencji od sezonu 2002/03.

SALON MUZEALNY. W Zabrzu z dawnej sławy pozostały jedynie bogate gabloty z proporcami najlepszych klubów świata i wiceprezes do spraw sportowych Stanisław Oślizło - jedyny Polak, który strzelił gola w finale rozgrywek o europejskie puchary. Dziś w klubie cisza, spokój, pusto. Prezes Stanisław Płoskoń, mający 86 procent akcji SSA Górnik Zabrze, po raz kolejny wspominał, że chętnie by się ich pozbył. Chętnych jednak nie widać, tym bardziej, że kwota 5 milionów dolarów za Górnika jest dziś kilkakrotnie zawyżona. Za nazwę, mającą wartość muzealną, i paru piłkarzy, którzy ledwo obronili się przed spadkiem z ligi, nikt dużo nie da. A Górnik nic więcej nie posiada.

Właścicielem stadionu i boisk treningowych jest gmina Zabrze. Na podstawie przedłużanej co rok umowy użyczenia klub dysponuje stadionem bezpłatnie, musi jednak utrzymywać go w dobrym stanie. Roczny koszt takiego utrzymania wynosi około miliona złotych. O modernizacji nikt nie mówi. Stadion nie spełnia żadnego kryterium FIFA i UEFA. Bez plastikowych siedzeń, ze światłem o mocy 857 luxów staje się skansenem, na którym biegali najlepsi piłkarze świata, a Górnik czternaście razy zdobywał mistrzostwo Polski.

Prezes Stanisław Płoskoń uważa, że gdyby nie on, Górnik już dawno by padł. Coś w tym jest. Ludzie na Śląsku, gdzie prezes jest postacią popularną głównie dzięki działalności w mediach, których jest właścicielem, nie mogą uwierzyć, że nie bierze on z klubu, tylko daje. Ale lojalni pracownicy Górnika twierdzą, że tak właśnie jest.

Lojalnych jednak ubywa. Prezes Płoskoń ma wyjątkowy dar zrażania sobie ludzi, bez względu na to, czy są jego piłkarzami (kiedy przegrywają, mówi o nich, że to stado idiotów), trenerami (Antoni Piechniczek nie chciał wypowiadać się na temat Płoskonia, zasłaniając się swoją kulturą osobistą), czy osobami, które teoretycznie mogłyby mu pomóc.

Utrzymanie Górnika w zakończonym sezonie kosztowało 6 mln złotych. Z reklamą firmy Progress na koszulkach piłkarze grali po raz ostatni. Progress to przedsiębiorstwo kooperujące z górnictwem, ale dziś więcej górnictwa jest w Łęcznej niż na Śląsku. Lekarstwem były niedawno pieniądze za transfer Marcina Kuźby do Szwajcarii - 1 mln 850 tysięcy niemieckich marek. Wisła za Kamila Kosowskiego zapłaciła niewiele mniej. Teraz nie ma już kogo sprzedać, żeby żyć.

ZDJĘCIA: BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI, SUPER EXPRESS / PIOTR BŁAWICKI (6)

RUCH NIE ZGINIE. W klubowej kawiarni Ruchu Chorzów, gdzie nawet Eusebio nie oparł się mocy żubrówki, zawsze można spotkać jakąś dawną gwiazdę. Gerard Cieślik, Jerzy Wyrobek czy Eugeniusz Lerch są tu bywalcami, bo nawet nie gośćmi. Prezes Krystian Rogala, w przeciwieństwie do Płoskonia, cieszy się dość powszechną sympatią, może z wyjątkiem rodziny Dziurowiczów. Rogala jest jedynym przedstawicielem Śląska w dwunastoosobowym Prezydium PZPN, ma rozliczne koneksje i jemu - a więc klubowi - prędzej ktoś pomoże niż zaszkodzi.

Rogala chciałby przekształcenia w spółkę, ale nie pozwala mu na to tradycja klubu, która nakazuje, by w zarządzie zasiadało ok. 40 członków. W spółce większość z nich nie znalazłaby miejsca.

Lekko w Ruchu nie mają. Odszedł upadający główny sponsor - katowicki Stalexport S.A. (właściciel także Huty "Ostrowiec", która wycofała się z finansowania KSZO) oraz Towarzystwo Ubezpieczeniowe "Generali" z Warszawy. Ruch grał z reklamą Stalexportu na koszulkach. Mieli za to otrzymać 1 mln 200 tys. złotych, a dostali jedynie 200 tysięcy. Szukają więc kogoś w to miejsce. Firma budowlana Budus S.A. dobrze sobie radzi i zarabia, budując Stadion Śląski, niewykluczone więc, że ona będzie jednym z głównych sponsorów.

Ponieważ Ruch ma status stowarzyszenia, może liczyć na pomoc miasta. Ocenia się ją na 15 procent wartości budżetu, czyli około 1,5 mln złotych. Możliwa jest też pomoc z innego źródła. Ruch podpisał umowę, w wyniku której otrzyma od miasta 2 mln złotych na modernizację stadionu. 7 - 8 mln dostanie z Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu. Wkrótce stadion będzie miał 15 tysięcy miejsc siedzących. Warto w niego inwestować, ponieważ obiekty sportowe będące własnością miasta Chorzów są udostępnione Ruchowi na zasadzie bezpłatnego użyczenia na okres 39 lat. Kibicem Ruchu jest profesor Jan Miodek. Kazimierz Kutz prowadził w teatrze miejskim niedawne uroczystości z okazji 80. rocznicy powstania klubu. Ruch nie zginie.

KLUB RODZINNY. GKS Katowice jest w trudniejszej sytuacji, chociaż prezes Piotr Dziurowicz zdecydowanie odrzuca uwagi o ubóstwie klubu. - To bzdura, że jesteśmy najbiedniejsi. Mamy długi, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Wysokość kontraktów zawodników GKS jest porównywalna z czołówką, więc nasz zawodnik ma takie same warunki jak gracz Wisły czy Pogoni. Z budżetem około 6 milionów złotych nie jesteśmy ostatni - mówi prezes.

Robi jak najlepsze wrażenie. Syn Mariana Dziurowicza, urodzony w roku 1976, wziął urlop dziekański po czwartym roku prawa na Uniwersytecie Śląskim. Spokojny, rozmowny, ale, podobnie jak ojciec, waży słowa. Wydaje się, że jak na swój wiek jest niezwykle doświadczony. - Decyzje w sprawach klubu podejmuję jednoosobowo - mówi. - Ale kiedy staję przed problemem, idę do ojca, bo on ma tyle lat praktyki, ile ja żyję.

Klub, będący spółką akcyjną, jest w ponad połowie przedsiębiorstwem rodzinnym. Marian Dziurowicz ma 40 procent udziałów w spółce, Piotr - 20 procent. 30 procent należy do koncernu marketingowego Lenhart AG z Liechtensteinu, a pozostałe 10 - do stowarzyszenia GKS Katowice. Drugi syn Mariana, Marek, jest sekretarzem rady nadzorczej spółki.

Dziurowicz junior uważa, że są co najmniej trzy powody, dla których coraz trudniej sponsorować ligę. Pierwszy wiąże się ze słabym widowiskiem, co w połączeniu z ograniczonym zasięgiem Canal Plus nie wywołuje większego zainteresowania potencjalnych reklamodawców. Drugi wynika z atmosfery podejrzeń - nikt nie chce, aby nazwę jego firmy wiązano z czymś takim. Trzeci powód jest charakterystyczny dla Śląska. Jego sytuacja gospodarcza jest dramatyczna, zakłady padają, dużego kapitału nie ma, a klubów pierwszoligowych było pięć. Tu teraz trudniej o sponsora niż w innych regionach kraju.

Kluby toną w długach, piłkarze zarabiają krocie, wyniki meczów są podejrzane, sędziowie nie mają dobrej opinii...

KTO KUPI AKCJE? W Śląsku Wrocław akcjonariat jest rozproszony. Prezes Janusz Cymanek narzeka, że wiele firm mających udziały w spółce jest niewydolnych. Trwają poszukiwania chętnych do odkupienia akcji. Są duże opóźnienia w wypłacaniu pensji. Trener Janusz Wójcik, opuszczając klub, zabrał ze sobą wyposażenie domu, który miał wynajęty przez klub - w ramach spłaty długów.

Janusz Cymanek był kiedyś dziennikarzem, ale w porę zorientował się, że w tym fachu trudno się dorobić i został prezesem Śląska Wrocław. Prezes Śląska jest jednocześnie menedżerem polskiej filii monachijskiej firmy Michael Huber, produkującej od ponad dwustu lat farby drukarskie. Śląsk był WKS i jest WKS. Tyle że dawniej był Wojskowy Klub Sportowy, a teraz jest Wrocławski KS. Wojskowy istnieje, interesują go jednak dyscypliny sportu związane z obronnością kraju. Renata Mauer-Różańska - tak, piłkarze - nie.

BUDŻETY W I LIDZE

(w milionach zł)

Legia Warszawa 26

Wisła Kraków 22

Amica Wronki 20

Polonia Warszawa 17

Pogoń Szczecin 15

Groclin Grodzisk 15

Zagłębie Lubin 14

Ruch Chorzów 10

Śląsk Wrocław 10

Fameg Radomsko 7

Górnik Zabrze 6

Widzew Łódź 6

Odra Wodzisław 6

KSZO Ostrowiec 6

GKS Katowice 6

Stomil Olsztyn 4

Ważna jest inicjatywa nosząca nazwę Partner Klub. Ponieważ Śląsk, jako spółka akcyjna, nie może liczyć na dotacje, powołano stowarzyszenie stawiające sobie za cel wspomaganie działalności klubu. Przekonano do tej idei już około stu mniejszych i większych firm dolnośląskich, przede wszystkim wrocławskich. Ich wkład finansowy wynosi około 1,5 miliona złotych rocznie. Dla porównania - kwoty jednomilionowe przekazują Lotto - Totalizator Sportowy Sp. z o.o. i PZU Życie S.A. (w poprzednim sezonie było w tym miejscu Towarzystwo Ubezpieczeniowe Compensa) i z ich reklamami na koszulkach grają piłkarze Śląska. Jest na nich także logo firmy Paola, produkującej napoje (m.in. energetyczny R14+). Budżet Śląska wynosi 10 mln złotych i klub poszukuje sponsora strategicznego.

Wrocław ma swoją specyfikę. Najbardziej znani politycy tego miasta, parlamentarzyści, związali się ze sportem. Grzegorz Schetyna jest prezesem drużyny koszykarzy, Ryszard Czarnecki - żużlowców, a Władysław Frasyniuk - bokserów. Nie ma nikogo takiej rangi, kto pomógłby piłkarzom.

CZTERY LITERY. W Lubinie piłkarze noszą na koszulkach nie cztery reklamy, ale zaledwie cztery litery - KGHM. Klub otrzymuje za to około miliona dolarów rocznie. Kiedy piłkarze dobrze grają - do ich kieszeni trafia więcej. To jest zresztą jedyny związek kombinatu z klubem. Łączy ich wyłącznie umowa sponsorska.

Zagłębie jest jednym z nielicznych klubów ligi nie mającym żadnych długów. Przed 30 czerwca wypłaciło piłkarzom ostatnie należności. Innych dłużników nie ma.

Są i relikty przeszłości. Zagłębie korzysta z największego i jednocześnie najmniej funkcjonalnego stadionu w I lidze. Budowano go ponad dziesięć lat, oddano do użytku w roku 1985, nosi w związku z tym nazwę, której nikt oficjalnie nie odwołał - "40-lecia PRL". Z najwyższych części trybun piłkarzy trzeba oglądać przez lornetki, ale za to na szóste piętro jedzie się windą, jak na Wembley. To chyba jedyna winda na polskim stadionie. Ponieważ stadion jest położony obok lotniska, nie można było zainstalować masztów oświetleniowych. Zagłębie nigdy nie rozgrywa swoich meczów w sobotnie południa, ponieważ wtedy obok stadionu trwa giełda samochodowa - jedno ze źródeł utrzymania klubu, który i tak stoi znacznie lepiej niż inne.

Działania prezesów Dyskobolii Groclinu - Zbigniewa Drzymały i Amiki - Wojciecha Kaszyńskiego są przeciwieństwem marazmu w stolicy i zapaści na Śląsku. Trzeba pojechać do Grodziska, żeby zobaczyć, że Drzymała to nie jest drobny prywaciarz, który ma piłkarski kaprys, jak się dość powszechnie myśli. Jego Inter Groclin Auto S.A. to firma produkująca poszycia foteli samochodowych dla najlepszych - Mercedesa, Volvo, Audi, Mitsubishi, Renault i Fiata. Do samochodów osobowych, ciężarowych i autobusów. Od roku 1998 firma jest notowana na warszawskiej giełdzie.

ZABYTEK KLASY 0. Zakład produkcyjny znajduje się kilkaset metrów od stadionu. Żeby jadący z Poznania nie błądzili, Drzymała wybudował kilometr asfaltowej drogi i podarował ją miastu. Wszystko tu robi wyjątkowo dobre wrażenie - od gospodarza, po efekty jego zabiegów - zakład pracy z nowoczesnym biurowcem i stadion połączony z hotelem. Zbigniew Drzymała urodził się w Grodzisku. Jego ojciec grał w Dyskobolii w piłkę, a stryj był nawet prezesem klubu. Nazwa Groclin to połączenie pierwszych sylab dwóch nazw miast - Grodziska i amerykańskiego Clintonu - gdzie mieszkał jeden z głównych udziałowców firmy. Nazwa obowiązuje od roku 1989.

Klub Dyskobolia powstał w 1922 roku i posiada coś, co jest zabytkiem klasy 0 w kategorii obiektów sportowych. Z roku 1925 pochodzi drewniana, kryta trybuna, postawiona przy finansowej pomocy, posiadającego nieopodal Grodziska swoje dobra, generała Kazimierza Sosnkowskiego (byłego prezesa warszawskiej Polonii). Przepiękna, wyremontowana kilka lat temu, nie straciła nic ze swego uroku i nadal jest wykorzystywana, chociaż przed nią zainstalowano już nowoczesne foteliki. Stadion mieści tylko niewiele ponad trzy tysiące miejsc, ale nie ma potrzeby budować większego. Główna trybuna opiera się o hotel o standardzie porównywalnym z Sheratonem. Z gabinetów odnowy, basenów, saun korzystają nie tylko piłkarze, ale i wszyscy mieszkańcy Grodziska. - Dla mnie kompleks stadionu i hotelu jest częścią fabryki - mówi Drzymała - a fabryka jest częścią mojego miasta.

DZIESIĘĆ HEKTARÓW. Pod jego biurem stoi czarne porsche. Prezes Amiki Wojciech Kaszyński (rówieśnik Drzymały, obydwaj urodzili się w roku 1950) przejeżdża parę kilometrów ze swojego rancza do pracy w Amice Wronki S.A. mercedesem 500. I u niego, podobnie jak w Grodzisku, stoją na półkach statuetki dla najlepszej firmy lub menedżera roku, otrzymywane od prezydenta RP, BCC, mediów. Przed rokiem jedną z fabryk we Wronkach otwierał prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wiceprezes klubu Paweł Janas, chcąc pokazać fabrykę, proponuje wsiąść do samochodu. Kilka hektarów powierzchni, bocznica kolejowa, parking dla TIR-ów. Amica zatrudnia 2100 osób. Wronki mają 10 - 11 tysięcy mieszkańców. Każda rodzina związana jest z zakładem, każda więc identyfikuje się z piłkarzami.

Na stadionie położonym na skraju Puszczy Noteckiej trwają prace przy wznoszeniu budynku mającego pomieścić hotel, restaurację, kawiarnię, trybunę dla VIP-ów. Wspaniała trawa na boisku, bardzo dobre światła. Obok szkoła o profilu sportowym dla uzdolnionych chłopców z całej Polski. Trzy kilometry dalej, w Popowie, sześć boisk treningowych, głównie dla młodzieży, jedno z nich oświetlone. Wszystko za własne pieniądze. UKFiS nawet nie odpowiedział na prośbę o dotację.

Amica Wronki S.A., czyli producent sprzętu AGD, ma w SSA 49 procent, Holding Wronki S.A. i Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Wronki - 51 procent. Holding jest właścicielem Amiki Wronki S.A. Jego z kolei właścicielem jest 52-letni Jacek Rutkowski, mieszkający pod Frankfurtem nad Menem. 21. na liście najbogatszych Polaków wg Wprost.

Piłkarze noszą na koszulkach reklamę Amiki. - Umacnianie logo jest naszą zasadą handlową - mówi Kaszyński. - Moglibyśmy poszukać sponsora i na tym zarobić, ale wolimy reklamować samych siebie. PSV Eindhoven też nie nosi na koszulkach innej reklamy poza Philipsem.

Kibice niszczą stadiony, drużyny nie liczą się w Europie. Narzekamy na I ligę i... nie możemy się doczekać, kiedy się zacznie

ZDJĘCIA: PAP/CAF/ PRZEMEK WIERZCHOWSKI, BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

UKŁAD. Stomil Olsztyn pozostaje stowarzyszeniem, ponieważ sytuacja finansowa jest katastrofalna i nie ma chętnych, żeby objąć udziały. Spółką nie chce być Odra Wodzisław. Prezes Ireneusz Serwotka jest jednocześnie prezydentem miasta i ma w związku z tym większe możliwości dofinansowania klubu. Na koszulkach piłkarze noszą reklamę jego prywatnej firmy Semet, która produkuje wyroby z metalu. Prezesem beniaminka KSZO Ostrowiec jest prezydent miasta Jan Szostak i zapewne wchodzi w grę podobny układ do tego w Odrze Wodzisław. Prezesem kolejnego beniaminka, Famegu Radomsko, jest były prezes fabryki Fameg. Klub myśli o przekształceniu się w spółkę, ale tylko wtedy, gdy dojdą nowi sponsorzy.

W Pogoni Szczecin 90 procent udziałów ma spółka Mat Trade Turka Sabriego Bekdasa, reszta należy do miasta i MKS Pogoń Szczecin. Akcjonariuszami Polonii Warszawa są: Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Pogoń Konstancin - 62,86 procent, Centrum Promocji Kadr - 28,9 procent, Polska Korporacja Inwestycyjna - 8 procent (wszystkie zależne od prezesa rady nadzorczej klubu Janusza Romanowskiego) oraz KS Polonia - 0,24 procent akcji. W Legii Warszawa, po odejściu Daewoo, 70 procent udziałów należy do Pol-Motu, reszta do CWKS. Wiadomo jednak, że wojsko nie daje pieniędzy i utrzymanie klubu zależy w całości od Pol-Motu. Żeby spłacić zaległości finansowe wysokości 3 milionów złotych, spółka wyemituje nowe akcje, a wszystkie wykupi Pol-Mot.

Nie wiadomo, kto ma akcje w Widzewie i ile ich ma. Po powrocie do klubu Andrzeja Grajewskiego w Widzewie zawrzało: prezesem został wieloletni pracownik klubu Andrzej Wojciechowski, były prezes Andrzej Pawelec został prezesem Rady Nadzorczej spółki, a człowiekiem, który o wszystkim będzie decydować, jest znów Grajewski. Na razie ogranicza wydatki. Proponuje piłkarzom 2-, 3-krotnie niższe zarobki i większość z nich nie chce się zgodzić na tak dużą obniżkę.

POTENTAT KABLOWY. Od lipca 2000 roku Wisłą Kraków rządzi jednoosobowo Bogusław Cupiał, właściciel Tele-Foniki oraz Krakowskiej Fabryki Kabli. Do 2005 roku inwestycje spółki mogą pochłonąć aż 350 mln dolarów. Mimo tak wielkich pieniędzy Cupiał nie zdecydował się w przerwie letniej na wyłożenie dodatkowych kilku milionów dolarów na zakup nowych piłkarzy do Wisły. Klub będzie się starał o awans do Ligi Mistrzów w starym składzie. Trener Adam Nawałka uznał, że to zadanie jest niemożliwe do wykonania i zrezygnował.

Gdy Cupiał zaczął inwestować w Wisłę, otrzymał na 20 lat dzierżawę klubowych gruntów. Ostatnio przedłużono ten okres do 50 lat, co prawdopodobnie będzie się wiązać z inwestycjami na gruntach Wisły. Przebudowany ma być stadion, powstanie też część komercyjna. Cupiał zapowiada, że pokryje połowę kosztów (ocenia ją na 20 mln złotych) modernizacji stadionu; drugą połowę ma dać Urząd Kultury Fizycznej i Sportu. Póki co UKFiT zadeklarował 2 mln złotych na budowę dachu nad trybunami.

Prezesi klubów są w większości zamożnymi ludźmi, prowadzą swoje firmy i nie pobierają pieniędzy za działalność w spółkach sportowych lub stowarzyszeniach. Na etatach w klubach są tylko Jacek Kardela w Zagłębiu Lubin (jest jednocześnie szefem lokalnej stacji telewizyjnej), Leszek Miklas w Legii Warszawa, Krystian Rogala w Ruchu Chorzów i Janusz Sikora w Radomsku. Sabri Bekdas z Pogoni Szczecin jest inwestorem budowlanym, Piotr Wieczorek ze Stomilu Olsztyn zajmuje się przetwórstwem mięsnym, do Ireneusza Serwotki z Odry Wodzisław należy firma Semet, produkująca wyroby metalowe, a Janusz Romanowski z Polonii Warszawa najbardziej zaangażowany jest w inwestycje budowlane. Stanisław Płoskoń z Górnika Zabrze zajmuje się remontami budowlanymi, ma też udziały w mediach elektronicznych. Andrzej Pawelec z Widzewa Łódź, umieszczany uparcie od lat przez tygodnik Wprost w drugiej i trzeciej dziesiątce najbogatszych Polaków, produkuje wina i napoje alkoholowe. Jan Szostak z KSZO Ostrowiec jest prezydentem miasta.

ZADŁUŻENI. W wielu klubach coraz bardziej widoczny jest kryzys finansowy. Marcin Stefański, dyrektor Departamentu Rozgrywek PZPN, mówi, że najgorzej wygląda sytuacja w Widzewie, Pogoni, Stomilu, Ruchu. Makabrycznie źle, wbrew temu, co twierdzi prezes Dziurowicz, jest w GKS Katowice. Kluby te nie płacą ZUS, podatków, mają potężne zaległości wobec piłkarzy i pracowników klubu, wobec innych klubów. PZPN nałożył na nie tzw. zakaz transferowy. To znaczy, że do czasu uregulowania długów nie mogą zatrudniać nowych piłkarzy. Mogą ich tylko sprzedawać, żeby mieć pieniądze na spłaty długów. Zadłużenie wszystkich klubów w I i II lidze Stefański ocenia na 10 mln złotych, ale chyba nie ma racji, bo same tylko długi Widzewa przekraczają tę kwotę.

W Pogoni, Legii, Widzewie piłkarze będą teraz zarabiali mniej. Znikną kominy płacowe po 100 - 250 tysięcy dolarów. W zamian dobrzy zawodnicy będą mogli liczyć na długoletnie kontrakty, w związku z rychłym wprowadzeniem w Polsce tzw. prawa Bosmana, obowiązującego w krajach Unii Europejskiej. Najważniejszy punkt w "prawie Bosmana" mówi o tym, że piłkarz, któremu kończy się kontrakt, może za darmo, bez transferu, wyjechać do klubu zagranicznego. Kluby polskie będą się więc starały zatrzymać zawodnika, na którym im zależy i podpisać z nim umowę na kilka lat. Nawet jeśli wyjedzie on za granicę, klub otrzyma w takim przypadku rekompensatę finansową.

Dotychczas kluby zawierały z piłkarzami takie umowy, jakie chciały. Nie obowiązywał żaden szablon i PZPN miał duży kłopot z rozstrzyganiem sporów. Od roku obowiązuje jednak narzucony przez związek schemat. W "kontrakcie o profesjonalne uprawianie piłki nożnej" musi być podany dokładny czas trwania umowy, wysokość wynagrodzenia, sposób wypłaty wynagrodzenia, dodatkowe ustalenia między klubem i zawodnikiem.

Jeśli klub zalega piłkarzowi z wypłatami i piłkarz powiadamia o tym PZPN, sprawą zajmuje się Wydział Gier. Jeśli klub potwierdza, że nie ma pieniędzy, to sprawa idzie do Wydziału Dyscypliny, który podejmuje decyzję o karze. Dyrektor Stefański mówi jednak, że związek przez cały czas stara się znaleźć polubowne rozwiązanie i do takiego często dochodzi. Klub wskazuje wtedy konto, na jakie PZPN ma przelać dla piłkarza część pieniędzy z puli stacji telewizyjnej Canal Plus. Zawodnicy Widzewa, wobec wielokrotnie przesuwanych przez klub terminów wypłat pensji, domagają się od PZPN, żeby wydał im tzw. karty sztywne (dokument uprawniający zawodnika do gry). Zrezygnują w ten sposób z roszczeń, ale będą mogli odejść z Widzewa w każdej chwili i znaleźć sobie nowego pracodawcę, bez żadnych opłat transferowych na rzecz Widzewa. Sprawa jest w toku.

- Krzysztof Guzowski, Stefan Szczepłek